Cytkar śnił właśnie o niezwykle
pięknej dziewczynie o włosach w kolorze ciemnoczerwonego wina z którą miał zamiar
się bliżej zapoznać, gdy nagle usłyszał jakby z oddali jak ktoś woła jego imię.
Głos był coraz wyraźniejszy i głośniejszy, ale Cytkar postanowił zrobić to co
zwykle w takich sytuacjach. Przewrócił się na drugi bok, zakrył głowę poduszką
i już wracał w półśnie do dziewczyny ze swoich fantazji, gdy nagle poczuł
przeraźliwe zimno.
To Olkaria zniecierpliwiona tym,
że wnuk jeszcze śpi i nie odpowiada na jej wołanie weszła do pokoju gościnnego
w którym spał i bez najmniejszych skrupułów energicznym, niezwykle szybkim
ruchem jak na osobę w jej wieku ściągnęła kołdrę pod którą leżał.
„Dobrze, że dziś nie spałem nago”
– pomyślał i powoli zwlókł się z łóżka.
- Czy Ty wiesz która jest godzina
? – podenerwowana babcia mówiła każde słowo coraz bardziej podniesionym głosem
– za chwilę musimy ruszać. Jak można tak długo spać ja się pytam ? No jak tak
można…
- Przepraszam babciu…- odparł,
robiąc przy tym niewinną minę - po prostu wczoraj z tych emocji nie mogłem
zasnąć. Te wszystkie historie, które mi opowiadałaś były takie pasjonujące. Daj
mi proszę 5 minut i zaraz będę gotowy – wiedział, że tymi słowami udobrucha
starszą panią.
Na policzkach Olkarii pojawił się
blady rumieniec, w momencie przeszła jej cała złość, a na twarzy pojawił się
delikatny uśmiech.
- No przecież Ty wiesz Cytkarze,
że ja się nie potrafię na Ciebie długo gniewać. Po prostu chcę żebyśmy ze
wszystkim zdążyli – powiedziała spokojnym tonem i pośpiesznie wyszła z pokoju.
Cytkar szybko się ubrał, spakował
swoje rzeczy, zjadł w biegu ostatni kawałek ciasta jaki został mu z
wczorajszego wieczoru i wyszedł przed dom gdzie czekali już na niego babcia z
dziadkiem.
Karnaliusz zaprzągł powóz
przypominający wielką, szklaną, witrażową kule w trzy siwe konie i ruszyli w
drogę. Podróż mijała powoli i w ciszy. Dziadek z natury był osobą małomówną, a
babcia najwyraźniej była za bardzo podekscytowana, by po raz kolejny opowiadać
Cytkarowi o swoich książkach. Co chwilę wyciągała za to ze swojej małej torebki
lusterko i poprawiała swoją fryzurę, albo malowała usta szminką w kolorze
jaskraworóżowym szepcząc przy tym coś pod nosem. Cytkar przyglądał się jej z
lekkim niepokojem. Nigdy wcześniej nie widział by jego babcia miała na twarzy
tak ostry makijaż i ubrana była w dziwny kostium z mnóstwem falbanek w kolorze
turkusowym. Poza tym spryskała się
zdecydowanie zbyt dużą ilością wody toaletowej o dziwnym, niezbyt przyjemnym
zapachu i po kilku godzinach drogi zaczęło go trochę mdlić.
Przed wielki gmach Biblioteki
znajdujący się w Karneolowym Grodzie zajechali przed południem. Gdy Cytkar
wreszcie wysiadł z powozu odetchnął z ulgą. Babcia poprawiła po raz ostatni
makijaż, po czym szepnęła mu na ucho:
- A teraz mój drogi chłopcze
wreszcie będziesz miał okazję zobaczyć jak bardzo jestem znaną i cenioną
pisarką – a następnie wzięła go pod rękę i dostojnym krokiem skierowała się do
drzwi wejściowych biblioteki.
- Dziadek z nami nie idzie ? –
zapytał nieco zawiedziony Cytkar.
- Oczywiście, że nie. Wiesz
przecież jaki jest Twój dziadek. On nie przepada za ludźmi, za książkami zresztą
też niespecjalnie. Zawsze gdy tu przyjeżdżamy on idzie po nowe półfabrykaty do
produkcji mandali, a później czeka na mnie w powozie.
Gdy tylko przekroczyli próg
największej w Królestwie Biblioteki
stało się coś, czego Cytkar zupełnie się nie spodziewał. Wszyscy
pracownicy i osoby przebywające w środku zaczęły bacznie im się przyglądać,
witać się i słać uśmiechy do jego babci. Na samym środku głównej sali stał
duży, półokrągły stół nakryty czerwonym obrusem na którym leżało kilka stosów
książek Olkarii i piękne rzeźbione krzesło z oparciem. Przed stołem natomiast
stały w kilku rzędach krzesła na których siedziały kobiety w różnym wieku.
- Droga Olkario jakże miło nam
Cię tu dziś gościć. – jedna z kobiet ubrana cała na ciemnobrązowo podeszła do
babci i uścisnęła jej dłoń – Przygotowaliśmy wszystko tak jak lubisz. Te
wszystkie panie czekają tu już od kilku godzin by posłuchać jak czytasz
fragmenty „potęgi miłości”. No i chyba liczą na to, że zdradzisz po krótce o
czym będzie 16 tom.
- Właśnie w tej sprawie tu
głównie przybyłam. Potrzebuje znaleźć kilka informacji do nowej książki.
Interesują mnie wszystkie informacje o Krainie Kryształu Górskiego.
- Czyżby Szarowit tym razem
szukał kluczy do Ogrodu Pana Boga ? – kobieta uśmiechnęła się gdy babcia
skinęła lekko głową i dodała – myślę, że w dziale baśni i legend będzie sporo
informacji na ten temat – nagle uświadomiła sobie, że nadal nie wie kim jest
chłopak, który przybył z Olkarią i nieśmiało spytała - a
kimże jest ten młodzieniec ?
- To mój wnuk, Cytkar. Chce
zwiedzić świat i postanowił zacząć swoją podróż od przejrzenia zbiorów
biblioteki. Myślę zresztą, że bardzo słusznie. W końcu słowo pisane to potęga,
a tu można znaleźć prawdziwe perły literatury.
- Zgadza się. Mamy tu wszystkie
księgi jakie powstały w Królestwie od samego początku świata. Jeśli dobrze się
rozejrzysz na pewno znajdziesz coś dla siebie. Biblioteka podzielona jest na
działy tematyczne. Myślę, że to ułatwi Ci szukanie informacji, których
potrzebujesz – wskazała Cytkarowi tabliczki wiszące nad regałami - A teraz
pozwól, że porwę na trochę Twoją babcię. Myślę, że nasze czytelniczki są już
trochę zniecierpliwione i z wielką radością ją powitają – i nie czekając na
jakąkolwiek odpowiedź ze strony Cytkara chwyciła Olkarię pod rękę i
zaprowadziła do stołu.
Cytkar jeszcze przez chwilę
przyglądał się jak jego babcia siada na rzeźbionym krześle i zaczyna czytać
jedną ze swoich książek. Dopiero teraz obserwując te wszystkie kobiety
słuchające w zupełnej ciszy jej głosu uświadomił sobie, że mówiła prawdę.
Naprawdę była znaną pisarką. Naprawdę byli ludzie, którzy zachwycali się jej
książkami. I choć Cytkar nie mógł tego zrozumieć, obiecał sobie, że po powrocie
z podróży przeczyta pierwszy tom „potęgi miłości”. A jeżeli da radę, to i wszystkie
pozostałe.
Cytkar nigdy nie był w takim
miejscu i samo patrzenie na te wszystkie książki wprawiło go w zachwyt.
Biblioteka składała się z trzech okrągłych sal. W każdej znajdowały się setki
regałów sięgających aż pod sam sufit, a między nimi były wąskie korytarze.
Można tu było znaleźć naprawdę wszystko: od książek kucharskich przez te o
stawianiu kart prawdy i znaczeniu kostek przeznaczenia. Było kilka regałów z
książkami o historii królestwa i jego mieszkańcach, setki książek o magii
każdego możliwego rodzaju. Cytkar przechodził między regałami i nie wiedział
sam od czego zacząć. Najchętniej przeczytałby wszystkie te książki, ale nie
miał na to przecież czasu. Po godzinie przechadzania się i czytania grzbietów
książek doszedł do wniosku, że najlepiej będzie jeśli znów użyje bransoletki.
Zapiął ją sobie na prawym nadgarstku i zaczął intensywnie myśleć o tym, że chce
znaleźć książkę, która odmieni jego życie. Jedną, jedyną książkę, której
naprawdę potrzebuje.
Nie minęło nawet pół godziny, a w
ręce Cytkara dosłownie wpadła książka. Jedna z bibliotekarek niosąc wielki stos
książek nie zauważyła go stojącego w wąskim przejściu między regałami.
Potrąciła go, stos który niosła się zachwiał i książki zaczęły spadać na
ziemie. Jedna z nich jakby szczęśliwym trafem uderzyła chłopaka w głowę, a
zaraz potem spadła prosto w jego ręce. Cytkar pomógł bibliotekarce zebrać
pozostałe książki, a gdy odeszła i został sam zaczął z ciekawością oglądać
książkę, która miała odmienić jego życie.
Książka była niewielkich rozmiarów. Okładka
była twarda w kolorze ciemnobrązowym. Na środku widniał rysunek niezwykle
pięknej, kolorowej mandali nad którą widniał tytuł: „Magiczne mandale.
Historia, tworzenie i magia” pióra Neokara Rozmarzonego. Cytkar był
zawiedziony. Spodziewał się księgi o magii dostatku, albo z jakąś ciekawą
legendą, która go zainspiruje. Tymczasem dostał mu się podręcznik tworzenia
mandali. Zaczął się zastanawiać czy to
nie jakaś pomyłka. Może złapał niewłaściwą książkę, a ta jemu przeznaczona
została gdzieś zabrana przez bibliotekarkę i już nigdy jej nie przeczyta.
Zniechęcony otworzył jednak pierwszą stronę i zobaczył datę wydania: 135 r.
Książka miała ponad 600 lat. Przewrócił kolejną stronę i od niechcenia zaczął
czytać rozdział I o historii mandali. W ciągu kilkudziesięciu następnych minut
dowiedział się, że pierwszą mandalę stworzył pierwszy król władający Krainą
Karneolu – Loren I i posłużyła mu ona do usunięcia choroby, która męczyła go od
wielu lat. Nie była to piękna mandala, wręcz przeciwnie. Król w koło wrysował
cały swój ból, który znosił przez wiele lat. Rysował energicznie i w wielkim
gniewie, jakby chciał wyrzucić z siebie te wszystkie złe rzeczy, które dręczyły
jego wnętrze. Mandala przypominała coś na kształt ciemnej chmury, kłębowiska
ciemnych kółek i kresek. Ale gdy Loren I przestał ją rysować odczuł ulgę. Przez
wiele jeszcze dni wrysowywał w kolejne mandale resztki choroby, które pozostały
w jego ciele, a z każdą kolejną kolory stawały się jaśniejsze, linie
delikatniejsze, aż w końcu powstała piękna mandala narysowana cała białą kredką
na czarnym arkuszu. I wtedy król zrozumiał, że na dobre usunął chorobę i że
odkrył niezwykłą metodę uzdrawiania. Zafascynowany swoim odkryciem zaczął więc
próbować wrysowywać w mandale nie tylko złe rzeczy, ale również te o których
marzył, które miały zapewnić mu szczęście i dostatek. Do tworzenia używał
przeróżnych materiałów by sprawdzić, które będą dawały najlepsze efekty.
Korzystając ze swojej wiedzy na temat magii tworzył specjalne zaklęcia i
wszystkimi swoimi odkryciami dzielił się ze swoimi doradcami. A gdy oni zdobyli wystarczającą
wiedzę zaczęli nauczać zainteresowanych tych tematem mieszkańców królestwa
Krainy Karneolu. I tak właśnie powstał zawód wytwórcy mandali, a każdy nowy
rzemieślnik tworzył własne zaklęcia i używał przez siebie wybranych materiałów.
- Cytkarze, od dwudziestu minut
Cię szukam – Olkaria podeszła do wnuka, który pogrążony w lekturze nawet nie
zauważył, że ktoś się zbliża. – W dziale baśni i legend faktycznie udało mi się
znaleźć sporo informacji o Krainie Kryształu Górskiego. Przecież też chciałeś
się dowiedzieć czegoś na temat kluczy i tej krainy, prawda?
- Tak, babciu. Wiesz, po prostu
zacząłem czytać tą książkę i zapomniałem zupełnie gdzie jestem i co miałem
zrobić. Czy myślisz, że mógłbym sobie tą książkę na jakiś czas wypożyczyć ?
Olkaria spojrzała na niewielką
książeczkę. Poprosiła Cytkara, by ją jej pokazał. Przeczytała tytuł, otworzyła
pierwszą stronę i ze smutkiem powiedziała:
- To przecież książka napisana
przez króla. Pewnie jedyny egzemplarz jaki tu mają. Wątpię, by ktoś wypożyczył
Ci coś tak cennego. Jakim cudem znalazłeś ją wśród tylu innych?
- No wiesz babciu… - Cytkar się
zaczerwienił - jakoś tak sama wpadła mi w ręce. Neokar był królem ?
-
Ależ oczywiście! Coś Ty robił na lekcjach historii drogi chłopcze –
Olkaria skarciła go spojrzeniem – Neokar Rozmarzony był jednym z władców Krainy
Karneolu. To niezwykle barwna i ciekawa postać. Co więcej wyczytałam przed
chwilą w „Legendach Królestwa Dziewięciu Kamieni”, że to właśnie on wymyślił
jeden z kluczy otwierających bramę do Ogrodu Pana Boga. Jeżeli chcesz pomóc mi
w szukaniu informacji do książki to chodź ze mną. Lora, ta kobieta z którą
rozmawialiśmy wcześniej przygotowała dla nas stół i cały stos książek do
przejrzenia.
Cytkar ścisnął mocno książkę
Neokara w prawej dłoni i poszedł za babcią. Przeszli do najmniejszej sali i
usiedli przy niewielkim okrągłym stole odgrodzonym od pozostałych kilkoma
regałami. Lora w tym czasie przyniosła im czajnik z herbatą i kanapki, a Cytkar
który od kilku minut w myślach prosił bransoletkę o to by mógł wynieść książkę
o mandalach z biblioteki nieśmiało zapytał:
- Znalazłem tu jedną bardzo
ciekawą książkę i tak się zastanawiam czy może mógłby ją na jakiś czas
wypożyczyć ?
- a o jakiej książce mówisz
Cytkarze?
Chłopak podał kobiecie książkę i
patrząc na wyraz jej twarzy wiedział już, że za bardzo się pospieszył i
prawdopodobnie nie uda mu się jej zdobyć.
- Bardzo mi przykro, ale nie mogę
Ci jej wypożyczyć. To bardzo cenna księga, w dodatku z tego co nam wiadomo to
jedyny egzemplarz jaki w ogóle pozostał w całym Królestwie.
- No tak rozumiem – zaczął
niepewnym głosem, zrobił swoją niewinną minę i postanowił zawalczyć - ale ja
naprawdę będę o nią dbał. Nie zniszczę jej. Ona jest mi naprawdę potrzebna.
- Niestety nie mogę się na to
zgodzić. Masz teraz jeszcze trochę czasu więc przeczytaj tyle ile możesz. A
jeżeli to Ci nie wystarczy zawsze możesz przyjść tu jutro. – Lora zabrała tacę
i odeszła.
- Babciu może Ty mogłabyś z nią
porozmawiać – spojrzał błagalnym wzrokiem na Olkarię – od tego zależy
powodzenie mojej wyprawy. Proszę Cię przekonaj tą kobietę, żeby mi zaufała.
Jesteś dla niej wzorem i ona na pewno się zgodzi jeśli to Ty ją poprosisz.
Olkaria przyglądała się wnukowi z
zaciekawieniem. Zaimponował jej tym, że spośród tylu książek on wybrał sobie
podręcznik o mandalach i chciał zająć się tym czym jego dziadek i ojciec.
Wiedziała, że Cytkar ma zdolności plastyczne i gdyby trafił na dobrego
nauczyciela to mógłby rozwinąć w sobie prawdziwy talent. A przecież książki mogą
być wspaniałymi nauczycielami – pomyślała.
-
Dobrze Cytkarze. Spróbuje to dla Ciebie zrobić – wstała i poszła na
zaplecze w którym właśnie przebywała Lora.
Po kilku minutach wróciła z
uśmiechem triumfu na twarzy i oznajmiła, że Cytkar może sobie wziąć tą książkę,
ale od razu po powrocie z podróży będzie musiał ją oddać w dokładnie takim
stanie w jakim jest teraz.
- Dziękuję babciu! – na twarzy
Cytkara pojawił się uśmiech – jak Ci się to udało ?
- Po prostu poszłam i
powiedziałam, że potrzebujesz tej książki i że jeżeli Ci jej nie wypożyczą to
już nigdy moja noga nie postanie w tym miejscu, a szesnasty tom „Potęgi
miłości” będę promować w mniejszych bibliotekach naszej krainy.
- I od razu się zgodziła ? –
dopytywał Cytkar
- Niestety nie. Obiecałam jej
więc, że pozwolę jej przeczytać moją najnowszą książkę przed jej oficjalnym
wydaniem. No i że w książce pojawi się postać Lory – pięknej i niezwykle
inteligentnej bibliotekarki.
- Babciu naprawdę nie wiem co
powiedzieć – Cytkar nagle przypomniał sobie o tych wszystkich złych rzeczach,
które czasem myślał o swojej babci i poczuł się okropnie - Jestem Ci naprawdę
bardzo wdzięczny. Wiem, że to musiało Cię dużo kosztować. W końcu jako pisarka
nie lubisz gdy ktoś narzuca Ci o czym masz pisać, a ta saga to Twoje
najznakomitsze dzieło. Naprawdę doceniam to babciu. Dziękuję, że to dla mnie
zrobiłaś.
- W końcu jesteś moim wnukiem. I
wiem, że dobrze wykorzystasz wiedzę, którą zdobędziesz z tej książki. Ja też
pisarstwa uczyłam się od najlepszych nauczycieli. Książki Rakeli Złotoustej
natchnęły mnie do pisania książek o największych tęsknotach człowieka. To one
rozbudziły moją wyobraźnie i sprawiły, że również chciałam podzielić się z innymi
historiami, które zamieszkały w moim sercu. Dzięki mnie wiele kobiet w Królestwie
zaczęło walczyć o prawdziwą miłość i realizację swoich marzeń. Pamiętam nawet
jak dostałam list od pewnej młodej kobiety. To było przeszło 25 lat temu, a ja
ciągle pamiętam to co mi napisała.
Pochodziła z Krainy Jaspisu Czerwonego i należała do jednego z
największych rodów zajmujących się w tamtych okolicach magią miłosną. Jej
ojciec uczył ją i jej siostry ważenia silnych eliksirów już od najmłodszych lat
by w odpowiednim czasie mogły rzucić silne zaklęcia na odpowiednio zamożnych mężczyzn.
I choć na początku uważała to za niezwykle cenną wiedzę po przeczytaniu mojej
pierwszej książki o Szarowicie i Griniwii zrozumiała, że chce zaznać prawdziwej
miłości, a nie jakiejś marnej namiastki odurzając kogoś eliksirami aż do samej
śmierci. Gdy więc ojciec wybrał dla niej odpowiedniego kandydata ona zamiast
omamić go i wyjść za mąż uciekła z domu. A jakiś czas później w Krainie
Ametystu spotkała człowieka którego pokochała od pierwszej chwili i który pokochał ją. Napisała mi w liście, że dziękuje
za to, że otwarłam jej serce na miłość. To właśnie dzięki niej postanowiłam
napisać kolejne części „potęgi miłości”. Ten list sprawił, że poczułam, że
robię coś naprawdę ważnego.
Cytkar słuchając tej opowieści przyglądał
się z coraz większą uwagą swojej babci. I pierwszy raz od bardzo dawna naprawdę
jej słuchał. Nie kiwał bezmyślnie głową, nie myślał o tym co ma zrobić później,
nie odpływał do krainy swojej fantazji – patrzył i słuchał głosu babci w
skupieniu i ciszy tak jak kilka godzin temu robiły to te wszystkie kobiety
siedzące na niewygodnych krzesełkach w głównej Sali. Zawsze wydawało mu się, że
zna swoją babcię, że jest zbyt zapatrzona w siebie i ciągle mówi tylko o
jednym. Nie zauważał tych wszystkich wspaniałych cech jakie miała, bo bardziej
przywiązywał uwagę do tych które mu w niej przeszkadzały.
- To niezwykła historia babciu.
Przecież Ty jej uratowałaś życie – powiedział z radością w głosie.
- A ona w pewnym sensie uratowała
moje.
- Nie bardzo rozumiem – Cytkar nie
ukrywał swojego zdziwienia.
- Ja wtedy… - babcia spojrzała z
powagą na wnuka i ściszonym głosem powiedziała - w tym czasie kiedy przyszedł
ten list przechodziłam poważne załamanie. Wiesz to była już moja piąta książka,
ale poprzednie nie sprzedawały się dobrze i od tej zależało jak potoczą się
moje dalsze losy. W ciągu kilku pierwszych tygodni sprzedało się ledwie kilka
egzemplarzy i bałam się, że będę musiała zająć się czymś innym. A na niczym
innym się nie znam. Sam przecież dobrze wiesz, że książki są prawie całym moim
życiem. Męczyła mnie cała ta niepewność i strach przed porażką. Całymi dniami
snułam się po domu bez celu i nie miałam na nic ochoty. Nie zbliżałam się nawet
do maszyny do pisania, bo wydawało mi się, że moje historie nie przemawiają do
serc innych ludzi. I wtedy przyszedł ten list w czerwonej kopercie. Czytałam go
ciągle, a moje serce szalało z radości, bo udało mi się zrobić coś bardzo
ważnego. I wtedy właśnie uwierzyłam w to, że to co napisałam ma dla kogoś
wartość. Pomyślałam sobie wtedy, że w pewnym sensie zmieniłam
świat, nadałam mu kilka nowych barw. Później dostawałam jeszcze wiele listów od
czytelniczek, ale ten pierwszy był najważniejszy, bo to właśnie on zmienił moje
życie. I myślę, że Ty dzięki tej niewielkiej książeczce możesz zrobić coś
równie wspaniałego. Wiedza z tej książki na pewno Ci pomoże.
- A powiedz mi babciu czy odpisałaś tej
kobiecie? Wiesz jak ona się nazywa ?
- Na kopercie niestety nie było
adresu zwrotnego. A bardzo żałuje, bo chciałabym bardzo podziękować tej
dziewczynie za to, że się ze mną podzieliła swoją historią. I że przywróciła mi
wiarę w to co robię. Nazywa się Derjana
i mieszka razem z mężem gdzieś w Krainie Ametystu. Tylko tyle wiem.
- Jeśli mi się to uda babciu to
ja ją odnajdę i podziękuje jej w Twoim imieniu. To będzie mój prezent dla
Ciebie za to, że zdobyłaś dla mnie tą książkę.
- Achhh… mój drogi chłopcze – na
twarzy Olkarii pojawił się znów piękny uśmiech - Jesteś jeszcze młody i masz
głowę pełną marzeń. Umówmy się tak - spróbuj ją odnaleźć, ale niech to nie
przysłoni Ci prawdziwego celu Twojej podróży. Jeśli Ci się to uda to proszę daj
jej ode mnie to – odpięła niewielką broszkę z mandalą od swojej bluzki i podała
wnukowi – tą broszkę zrobił specjalnie dla mnie Twój dziadek i podarował mi ją
przed moim pierwszym spotkaniem z czytelnikami. To Mandala Wszelkiej
Pomyślności. Ma wielką moc. Myślę, że po części to dzięki niej moja saga stała
się tak popularna.
Cytkar wziął niewielki przedmiot
i zaczął mu się przyglądać. Broszka była okrągła. Zrobiona z drobnych szkiełek w pięknych
zielono-niebieskich barwach. W niektórych miejscach lśniły maleńkie kropelki
namalowane farbą w srebrnym kolorze.
- Jesteś pewna babciu, że chcesz
bym ją wziął?
- Ależ oczywiście. Chcę się w ten
sposób odwdzięczyć tej dziewczynie. Jeśli uda Ci się ją odnaleźć to podaruj jej
tą mandalę w prezencie. Skoro mi ta broszka przyniosła tak wiele szczęścia to
może i Derjanie przyniesie choć kilka magicznych chwil.
Cytkar zawinął broszkę w
haftowaną chusteczkę i schował w małej kieszeni swojego plecaka. Przy okazji
schował też książkę o mandalach.
- A teraz drogi chłopcze weźmy
się do pracy. Zostało nam niewiele czasu, a ja chce znaleźć jak najwięcej
informacji o Ogrodzie Pana Boga. W przeciwnym razie nie uda mi się wywiązać z
obietnicy złożonej Lorze. – puściła oczko do wnuka - Ja zajmę się tymi
książkami – wskazała stos po jej lewej stronie – bo już wcześniej zaczęłam go
trochę przeglądać. Ty zajmij się tym drugim. Jak znajdziesz coś naprawdę
ciekawego to mi to pokaż, dobrze?
Cytkar skinął głową i posłusznie zabrał się do
przeglądania drugiego stosu książek. Stos liczył kilkanaście pozycji, ale
większość informacji zawartych w tych księgach była zupełnie bezwartościowa. Za
dużo ogólników i przypuszczeń, za mało faktów. Z każdą kolejną książką Cytkar
stawał się coraz bardziej znużony. Po niecałych dwóch godzinach udało mu się
przejrzeć wszystkie książki z jego stosu, niestety nie znalazł w nich niczego
co rzuciłoby nowe światło na temat Krainy Kryształu Górskiego. W jednej książce
znalazł tylko jakąś starą mapę, którą mniej więcej przerysował do swojego
notesu, by wiedzieć gdzie dokładnie ma szukać bramy.
- Skończyłem – oświadczył gdy
zamknął ostatnią księgę – Wszyscy piszą to samo – że na wierzchołku świata jest
brama, a za nią most. Bramę otwiera jakichś 8 kluczy, ale nigdzie nawet nie
opisali ich dokładnie. Mieszkańcy krainy mają czarne włosy, które z biegiem lat
stają się przezroczyste, a w samym ogrodzie rosną rośliny z całego królestwa i
wszystkich innych światów, które stworzył Bóg. Tyle książek, a my nadal mamy
tak niewiele informacji – Cytkar nawet nie ukrywał swojego rozczarowania.
- Mówiłam Ci przecież, że
szukanie informacji to czasem jest ciężka praca. Mnie zostało jeszcze kilka
książek do przejrzenia, więc może Ty w tym czasie rzucisz okiem na gazety. Może
w nich będą jakieś ciekawe informacje ?- podsunęła Cytkarowi niewielki stos czasopism
na wierzchu którego leżał numer „Królestwa- na tropie prawdy” sprzed 8 lat- A
później zajrzyj jeszcze do tej księgi – wskazała na grubą księgę na grzbiecie
której widniał napis „Legendy Królestwa Dziewięciu Kamieni” – „Legenda o
bramie” powinna Ci się spodobać – powiedziawszy te słowa Olkaria zabrała się do
lektury kolejnej książki.
Cytkar sięgnął po numer
„królestwa” i bez większego entuzjazmu zaczął przerzucać strony. Czytając
kolejne nagłówki zastanawiał się jak ludzie mogą czytać te wszystkie bzdury:
„Nimfy ludojady”, „Maść na poparzenia z końskich odchodów”, „Duchy opiekuńcze.
Czy aby na pewno są dobre?”. Dopiero artykuł na przedostatniej stronie przykuł
jego uwagę. Była to historia człowieka, który bardzo chciał zdobyć wszystkie
klucze otwierające bramę do Ogrodu, ale udało mu się odnaleźć tylko trzy. Po wielu
tygodniach bezowocnych poszukiwań pozostałych kluczy zniechęcony powrócił do
swojego domu i obiecał oddać zdobyte klucze temu kto go odnajdzie i o to
poprosi. Człowiek ten nazywał się Kursyk i pochodził z Krainy Turkusu. Cytkar
spojrzał jeszcze raz na datę wydania gazety i jego początkowa radość wynikła z
odnalezienia tej informacji przerodziła się w smutek. Pomyślał sobie, że pewnie wielu ludzi tak jak
on szuka kluczy do Ogrodu Pana Boga i Kursyk już dawno je komuś oddał. Zapisał
jednak w swoim notesie jego imię i wziął się za przeglądanie pozostałych gazet.
- Przepraszam, że muszę Wam
przerwać, ale za chwilę zamykamy Bibliotekę – Lora podeszła do stołu przy
którym siedzieli Cytkar z Olkarią.
- To już ta godzina – babcia
spojrzała na wielki zegar zwisający z sufitu – dziękuję Ci za pomoc Loro.
Znalazłam już dość informacji do książki i lada dzień mogę zaczynać nad nią
pracę.
- To wspaniale. Już nie mogę się
doczekać tej książki – dziewczyna cała promieniała na myśl, że w najnowszej
powieści Olkarii pojawi się wzorowana na niej postać.
Chwilę później Lora odeszła
zabierając ze sobą wszystkie książki, które wcześniej przeglądała Olkaria.
Cytkar odłożył jakiś stary numer „Kwarcytowego porannika”, który przeglądał, spakował
sobie kilka kanapek na drogę, dopił herbatę i razem z babcią udali się do
wyjścia. Przy powozie czekał już na nich dziadek Karnaliusz.
- Babciu dziękuję, że mnie ze
sobą zabrałaś. Zaczynam rozumieć tą twoją wielką miłość do książek. Po powrocie
będę chyba częstym gościem tej Biblioteki.
- Mam taką nadzieję Cytkarze.
Uważaj na siebie i na tą książkę, którą zabrałeś również – babcia uściskała
swojego ukochanego wnuka i wsiadła do powozu. Dziadek spojrzał na Cytkara i
powiedział :
- Drogi chłopcze, mam nadzieję,
że znajdziesz to czego szukasz. Gdybym ja w Twoim wieku miał więcej odwagi –
westchnął ciężko, a na jego twarzy pojawił się delikatny uśmiech – nawet nie
wiesz jak bardzo się cieszę, że chociaż Ty realizujesz swoje marzenia.
- Dziękuje dziadku. I wiesz, gdy
wrócę to bardzo bym chciał żebyś pokazał mi jak robisz swoje mandale.
Dziadek skinął tylko głową,
wsiadł do powozu i razem z babcią powoli ruszyli z powrotem do domu. Cytkar
jeszcze przez kilka minut obserwował ich oddalający się powóz, a gdy stracił
ich z pola widzenia ruszył prosto przed siebie, aż minął mury grodu i zostawił
za sobą światła lamp oświetlające drogi miasta. Przez kilka kolejnych godzin
szedł polną drogą w kierunku Krainy Turkusu obserwując otaczającą go przyrodę,
wsłuchując się w świergot ptaków i szum wiatru, spoglądając od czasu do czasu
na jeden z dwóch Księżyców oświetlających jego drogę. I choć nie zdążył przeczytać
„Legendy o bramie”, a babcia zapomniała o tym, by opowiedzieć mu jej treść
wiedział, że podąża we właściwym kierunku i w duchu cały czas uśmiechał się do
siebie.



0 komentarze:
Prześlij komentarz