Rozdział VI

Cytkar śnił właśnie o niezwykle pięknej dziewczynie o włosach w kolorze ciemnoczerwonego wina z którą miał zamiar się bliżej zapoznać, gdy nagle usłyszał jakby z oddali jak ktoś woła jego imię. Głos był coraz wyraźniejszy i głośniejszy, ale Cytkar postanowił zrobić to co zwykle w takich sytuacjach. Przewrócił się na drugi bok, zakrył głowę poduszką i już wracał w półśnie do dziewczyny ze swoich fantazji, gdy nagle poczuł przeraźliwe zimno.
To Olkaria zniecierpliwiona tym, że wnuk jeszcze śpi i nie odpowiada na jej wołanie weszła do pokoju gościnnego w którym spał i bez najmniejszych skrupułów energicznym, niezwykle szybkim ruchem jak na osobę w jej wieku ściągnęła kołdrę pod którą leżał.
„Dobrze, że dziś nie spałem nago” – pomyślał i powoli zwlókł się z łóżka.
- Czy Ty wiesz która jest godzina ? – podenerwowana babcia mówiła każde słowo coraz bardziej podniesionym głosem – za chwilę musimy ruszać. Jak można tak długo spać ja się pytam ? No jak tak można…



- Przepraszam babciu…- odparł, robiąc przy tym niewinną minę - po prostu wczoraj z tych emocji nie mogłem zasnąć. Te wszystkie historie, które mi opowiadałaś były takie pasjonujące. Daj mi proszę 5 minut i zaraz będę gotowy – wiedział, że tymi słowami udobrucha starszą panią.
Na policzkach Olkarii pojawił się blady rumieniec, w momencie przeszła jej cała złość, a na twarzy pojawił się delikatny uśmiech.
- No przecież Ty wiesz Cytkarze, że ja się nie potrafię na Ciebie długo gniewać. Po prostu chcę żebyśmy ze wszystkim zdążyli – powiedziała spokojnym tonem i pośpiesznie wyszła z pokoju.
Cytkar szybko się ubrał, spakował swoje rzeczy, zjadł w biegu ostatni kawałek ciasta jaki został mu z wczorajszego wieczoru i wyszedł przed dom gdzie czekali już na niego babcia z dziadkiem.
Karnaliusz zaprzągł powóz przypominający wielką, szklaną, witrażową kule w trzy siwe konie i ruszyli w drogę. Podróż mijała powoli i w ciszy. Dziadek z natury był osobą małomówną, a babcia najwyraźniej była za bardzo podekscytowana, by po raz kolejny opowiadać Cytkarowi o swoich książkach. Co chwilę wyciągała za to ze swojej małej torebki lusterko i poprawiała swoją fryzurę, albo malowała usta szminką w kolorze jaskraworóżowym szepcząc przy tym coś pod nosem. Cytkar przyglądał się jej z lekkim niepokojem. Nigdy wcześniej nie widział by jego babcia miała na twarzy tak ostry makijaż i ubrana była w dziwny kostium z mnóstwem falbanek w kolorze turkusowym.  Poza tym spryskała się zdecydowanie zbyt dużą ilością wody toaletowej o dziwnym, niezbyt przyjemnym zapachu i po kilku godzinach drogi zaczęło go trochę mdlić.    
Przed wielki gmach Biblioteki znajdujący się w Karneolowym Grodzie zajechali przed południem. Gdy Cytkar wreszcie wysiadł z powozu odetchnął z ulgą. Babcia poprawiła po raz ostatni makijaż, po czym szepnęła mu na ucho:
- A teraz mój drogi chłopcze wreszcie będziesz miał okazję zobaczyć jak bardzo jestem znaną i cenioną pisarką – a następnie wzięła go pod rękę i dostojnym krokiem skierowała się do drzwi wejściowych biblioteki.
- Dziadek z nami nie idzie ? – zapytał nieco zawiedziony Cytkar.
- Oczywiście, że nie. Wiesz przecież jaki jest Twój dziadek. On nie przepada za ludźmi, za książkami zresztą też niespecjalnie. Zawsze gdy tu przyjeżdżamy on idzie po nowe półfabrykaty do produkcji mandali, a później czeka na mnie w powozie.
Gdy tylko przekroczyli próg największej w Królestwie Biblioteki  stało się coś, czego Cytkar zupełnie się nie spodziewał. Wszyscy pracownicy i osoby przebywające w środku zaczęły bacznie im się przyglądać, witać się i słać uśmiechy do jego babci. Na samym środku głównej sali stał duży, półokrągły stół nakryty czerwonym obrusem na którym leżało kilka stosów książek Olkarii i piękne rzeźbione krzesło z oparciem. Przed stołem natomiast stały w kilku rzędach krzesła na których siedziały kobiety w różnym wieku.
- Droga Olkario jakże miło nam Cię tu dziś gościć. – jedna z kobiet ubrana cała na ciemnobrązowo podeszła do babci i uścisnęła jej dłoń – Przygotowaliśmy wszystko tak jak lubisz. Te wszystkie panie czekają tu już od kilku godzin by posłuchać jak czytasz fragmenty „potęgi miłości”. No i chyba liczą na to, że zdradzisz po krótce o czym będzie 16 tom.
- Właśnie w tej sprawie tu głównie przybyłam. Potrzebuje znaleźć kilka informacji do nowej książki. Interesują mnie wszystkie informacje o Krainie Kryształu Górskiego.
- Czyżby Szarowit tym razem szukał kluczy do Ogrodu Pana Boga ? – kobieta uśmiechnęła się gdy babcia skinęła lekko głową i dodała – myślę, że w dziale baśni i legend będzie sporo informacji na ten temat – nagle uświadomiła sobie, że nadal nie wie kim jest chłopak, który przybył z Olkarią i nieśmiało spytała  -  a kimże jest ten młodzieniec ?
- To mój wnuk, Cytkar. Chce zwiedzić świat i postanowił zacząć swoją podróż od przejrzenia zbiorów biblioteki. Myślę zresztą, że bardzo słusznie. W końcu słowo pisane to potęga, a tu można znaleźć prawdziwe perły literatury.
- Zgadza się. Mamy tu wszystkie księgi jakie powstały w Królestwie od samego początku świata. Jeśli dobrze się rozejrzysz na pewno znajdziesz coś dla siebie. Biblioteka podzielona jest na działy tematyczne. Myślę, że to ułatwi Ci szukanie informacji, których potrzebujesz – wskazała Cytkarowi tabliczki wiszące nad regałami - A teraz pozwól, że porwę na trochę Twoją babcię. Myślę, że nasze czytelniczki są już trochę zniecierpliwione i z wielką radością ją powitają – i nie czekając na jakąkolwiek odpowiedź ze strony Cytkara chwyciła Olkarię pod rękę i zaprowadziła do stołu.
Cytkar jeszcze przez chwilę przyglądał się jak jego babcia siada na rzeźbionym krześle i zaczyna czytać jedną ze swoich książek. Dopiero teraz obserwując te wszystkie kobiety słuchające w zupełnej ciszy jej głosu uświadomił sobie, że mówiła prawdę. Naprawdę była znaną pisarką. Naprawdę byli ludzie, którzy zachwycali się jej książkami. I choć Cytkar nie mógł tego zrozumieć, obiecał sobie, że po powrocie z podróży przeczyta pierwszy tom „potęgi miłości”. A jeżeli da radę, to i wszystkie pozostałe.
Cytkar nigdy nie był w takim miejscu i samo patrzenie na te wszystkie książki wprawiło go w zachwyt. Biblioteka składała się z trzech okrągłych sal. W każdej znajdowały się setki regałów sięgających aż pod sam sufit, a między nimi były wąskie korytarze. Można tu było znaleźć naprawdę wszystko: od książek kucharskich przez te o stawianiu kart prawdy i znaczeniu kostek przeznaczenia. Było kilka regałów z książkami o historii królestwa i jego mieszkańcach, setki książek o magii każdego możliwego rodzaju. Cytkar przechodził między regałami i nie wiedział sam od czego zacząć. Najchętniej przeczytałby wszystkie te książki, ale nie miał na to przecież czasu. Po godzinie przechadzania się i czytania grzbietów książek doszedł do wniosku, że najlepiej będzie jeśli znów użyje bransoletki. Zapiął ją sobie na prawym nadgarstku i zaczął intensywnie myśleć o tym, że chce znaleźć książkę, która odmieni jego życie. Jedną, jedyną książkę, której naprawdę potrzebuje.
Nie minęło nawet pół godziny, a w ręce Cytkara dosłownie wpadła książka. Jedna z bibliotekarek niosąc wielki stos książek nie zauważyła go stojącego w wąskim przejściu między regałami. Potrąciła go, stos który niosła się zachwiał i książki zaczęły spadać na ziemie. Jedna z nich jakby szczęśliwym trafem uderzyła chłopaka w głowę, a zaraz potem spadła prosto w jego ręce. Cytkar pomógł bibliotekarce zebrać pozostałe książki, a gdy odeszła i został sam zaczął z ciekawością oglądać książkę, która miała odmienić jego życie.
 Książka była niewielkich rozmiarów. Okładka była twarda w kolorze ciemnobrązowym. Na środku widniał rysunek niezwykle pięknej, kolorowej mandali nad którą widniał tytuł: „Magiczne mandale. Historia, tworzenie i magia” pióra Neokara Rozmarzonego. Cytkar był zawiedziony. Spodziewał się księgi o magii dostatku, albo z jakąś ciekawą legendą, która go zainspiruje. Tymczasem dostał mu się podręcznik tworzenia mandali.  Zaczął się zastanawiać czy to nie jakaś pomyłka. Może złapał niewłaściwą książkę, a ta jemu przeznaczona została gdzieś zabrana przez bibliotekarkę i już nigdy jej nie przeczyta. Zniechęcony otworzył jednak pierwszą stronę i zobaczył datę wydania: 135 r. Książka miała ponad 600 lat. Przewrócił kolejną stronę i od niechcenia zaczął czytać rozdział I o historii mandali. W ciągu kilkudziesięciu następnych minut dowiedział się, że pierwszą mandalę stworzył pierwszy król władający Krainą Karneolu – Loren I i posłużyła mu ona do usunięcia choroby, która męczyła go od wielu lat. Nie była to piękna mandala, wręcz przeciwnie. Król w koło wrysował cały swój ból, który znosił przez wiele lat. Rysował energicznie i w wielkim gniewie, jakby chciał wyrzucić z siebie te wszystkie złe rzeczy, które dręczyły jego wnętrze. Mandala przypominała coś na kształt ciemnej chmury, kłębowiska ciemnych kółek i kresek. Ale gdy Loren I przestał ją rysować odczuł ulgę. Przez wiele jeszcze dni wrysowywał w kolejne mandale resztki choroby, które pozostały w jego ciele, a z każdą kolejną kolory stawały się jaśniejsze, linie delikatniejsze, aż w końcu powstała piękna mandala narysowana cała białą kredką na czarnym arkuszu. I wtedy król zrozumiał, że na dobre usunął chorobę i że odkrył niezwykłą metodę uzdrawiania. Zafascynowany swoim odkryciem zaczął więc próbować wrysowywać w mandale nie tylko złe rzeczy, ale również te o których marzył, które miały zapewnić mu szczęście i dostatek. Do tworzenia używał przeróżnych materiałów by sprawdzić, które będą dawały najlepsze efekty. Korzystając ze swojej wiedzy na temat magii tworzył specjalne zaklęcia i wszystkimi swoimi odkryciami dzielił się ze swoimi  doradcami. A gdy oni zdobyli wystarczającą wiedzę zaczęli nauczać zainteresowanych tych tematem mieszkańców królestwa Krainy Karneolu. I tak właśnie powstał zawód wytwórcy mandali, a każdy nowy rzemieślnik tworzył własne zaklęcia i używał przez siebie wybranych materiałów.
- Cytkarze, od dwudziestu minut Cię szukam – Olkaria podeszła do wnuka, który pogrążony w lekturze nawet nie zauważył, że ktoś się zbliża. – W dziale baśni i legend faktycznie udało mi się znaleźć sporo informacji o Krainie Kryształu Górskiego. Przecież też chciałeś się dowiedzieć czegoś na temat kluczy i tej krainy, prawda?
- Tak, babciu. Wiesz, po prostu zacząłem czytać tą książkę i zapomniałem zupełnie gdzie jestem i co miałem zrobić. Czy myślisz, że mógłbym sobie tą książkę na jakiś czas wypożyczyć ?
Olkaria spojrzała na niewielką książeczkę. Poprosiła Cytkara, by ją jej pokazał. Przeczytała tytuł, otworzyła pierwszą stronę i ze smutkiem powiedziała:
- To przecież książka napisana przez króla. Pewnie jedyny egzemplarz jaki tu mają. Wątpię, by ktoś wypożyczył Ci coś tak cennego. Jakim cudem znalazłeś ją wśród tylu innych?   
- No wiesz babciu… - Cytkar się zaczerwienił - jakoś tak sama wpadła mi w ręce. Neokar był królem ?
-  Ależ oczywiście! Coś Ty robił na lekcjach historii drogi chłopcze – Olkaria skarciła go spojrzeniem – Neokar Rozmarzony był jednym z władców Krainy Karneolu. To niezwykle barwna i ciekawa postać. Co więcej wyczytałam przed chwilą w „Legendach Królestwa Dziewięciu Kamieni”, że to właśnie on wymyślił jeden z kluczy otwierających bramę do Ogrodu Pana Boga. Jeżeli chcesz pomóc mi w szukaniu informacji do książki to chodź ze mną. Lora, ta kobieta z którą rozmawialiśmy wcześniej przygotowała dla nas stół i cały stos książek do przejrzenia.
Cytkar ścisnął mocno książkę Neokara w prawej dłoni i poszedł za babcią. Przeszli do najmniejszej sali i usiedli przy niewielkim okrągłym stole odgrodzonym od pozostałych kilkoma regałami. Lora w tym czasie przyniosła im czajnik z herbatą i kanapki, a Cytkar który od kilku minut w myślach prosił bransoletkę o to by mógł wynieść książkę o mandalach z biblioteki nieśmiało zapytał:
- Znalazłem tu jedną bardzo ciekawą książkę i tak się zastanawiam czy może mógłby ją na jakiś czas wypożyczyć ?
- a o jakiej książce mówisz Cytkarze?
Chłopak podał kobiecie książkę i patrząc na wyraz jej twarzy wiedział już, że za bardzo się pospieszył i prawdopodobnie nie uda mu się jej zdobyć.
- Bardzo mi przykro, ale nie mogę Ci jej wypożyczyć. To bardzo cenna księga, w dodatku z tego co nam wiadomo to jedyny egzemplarz jaki w ogóle pozostał w całym Królestwie.
- No tak rozumiem – zaczął niepewnym głosem, zrobił swoją niewinną minę i postanowił zawalczyć - ale ja naprawdę będę o nią dbał. Nie zniszczę jej. Ona jest mi naprawdę potrzebna.
- Niestety nie mogę się na to zgodzić. Masz teraz jeszcze trochę czasu więc przeczytaj tyle ile możesz. A jeżeli to Ci nie wystarczy zawsze możesz przyjść tu jutro. – Lora zabrała tacę i odeszła.
- Babciu może Ty mogłabyś z nią porozmawiać – spojrzał błagalnym wzrokiem na Olkarię – od tego zależy powodzenie mojej wyprawy. Proszę Cię przekonaj tą kobietę, żeby mi zaufała. Jesteś dla niej wzorem i ona na pewno się zgodzi jeśli to Ty ją poprosisz.
Olkaria przyglądała się wnukowi z zaciekawieniem. Zaimponował jej tym, że spośród tylu książek on wybrał sobie podręcznik o mandalach i chciał zająć się tym czym jego dziadek i ojciec. Wiedziała, że Cytkar ma zdolności plastyczne i gdyby trafił na dobrego nauczyciela to mógłby rozwinąć w sobie prawdziwy talent. A przecież książki mogą być wspaniałymi nauczycielami – pomyślała.
-  Dobrze Cytkarze. Spróbuje to dla Ciebie zrobić – wstała i poszła na zaplecze w którym właśnie przebywała Lora.
Po kilku minutach wróciła z uśmiechem triumfu na twarzy i oznajmiła, że Cytkar może sobie wziąć tą książkę, ale od razu po powrocie z podróży będzie musiał ją oddać w dokładnie takim stanie w jakim jest teraz.
- Dziękuję babciu! – na twarzy Cytkara pojawił się uśmiech – jak Ci się to udało ?
- Po prostu poszłam i powiedziałam, że potrzebujesz tej książki i że jeżeli Ci jej nie wypożyczą to już nigdy moja noga nie postanie w tym miejscu, a szesnasty tom „Potęgi miłości” będę promować w mniejszych bibliotekach naszej krainy.
- I od razu się zgodziła ? – dopytywał Cytkar
- Niestety nie. Obiecałam jej więc, że pozwolę jej przeczytać moją najnowszą książkę przed jej oficjalnym wydaniem. No i że w książce pojawi się postać Lory – pięknej i niezwykle inteligentnej bibliotekarki.
- Babciu naprawdę nie wiem co powiedzieć – Cytkar nagle przypomniał sobie o tych wszystkich złych rzeczach, które czasem myślał o swojej babci i poczuł się okropnie - Jestem Ci naprawdę bardzo wdzięczny. Wiem, że to musiało Cię dużo kosztować. W końcu jako pisarka nie lubisz gdy ktoś narzuca Ci o czym masz pisać, a ta saga to Twoje najznakomitsze dzieło. Naprawdę doceniam to babciu. Dziękuję, że to dla mnie zrobiłaś.
- W końcu jesteś moim wnukiem. I wiem, że dobrze wykorzystasz wiedzę, którą zdobędziesz z tej książki. Ja też pisarstwa uczyłam się od najlepszych nauczycieli. Książki Rakeli Złotoustej natchnęły mnie do pisania książek o największych tęsknotach człowieka. To one rozbudziły moją wyobraźnie i sprawiły, że również chciałam podzielić się z innymi historiami, które zamieszkały w moim sercu. Dzięki mnie wiele kobiet w Królestwie zaczęło walczyć o prawdziwą miłość i realizację swoich marzeń. Pamiętam nawet jak dostałam list od pewnej młodej kobiety. To było przeszło 25 lat temu, a ja ciągle pamiętam to co mi napisała.  Pochodziła z Krainy Jaspisu Czerwonego i należała do jednego z największych rodów zajmujących się w tamtych okolicach magią miłosną. Jej ojciec uczył ją i jej siostry ważenia silnych eliksirów już od najmłodszych lat by w odpowiednim czasie mogły rzucić silne zaklęcia na odpowiednio zamożnych mężczyzn. I choć na początku uważała to za niezwykle cenną wiedzę po przeczytaniu mojej pierwszej książki o Szarowicie i Griniwii zrozumiała, że chce zaznać prawdziwej miłości, a nie jakiejś marnej namiastki odurzając kogoś eliksirami aż do samej śmierci. Gdy więc ojciec wybrał dla niej odpowiedniego kandydata ona zamiast omamić go i wyjść za mąż uciekła z domu. A jakiś czas później w Krainie Ametystu spotkała człowieka którego pokochała od pierwszej chwili i który  pokochał ją. Napisała mi w liście, że dziękuje za to, że otwarłam jej serce na miłość. To właśnie dzięki niej postanowiłam napisać kolejne części „potęgi miłości”. Ten list sprawił, że poczułam, że robię coś naprawdę ważnego.
Cytkar słuchając tej opowieści przyglądał się z coraz większą uwagą swojej babci. I pierwszy raz od bardzo dawna naprawdę jej słuchał. Nie kiwał bezmyślnie głową, nie myślał o tym co ma zrobić później, nie odpływał do krainy swojej fantazji – patrzył i słuchał głosu babci w skupieniu i ciszy tak jak kilka godzin temu robiły to te wszystkie kobiety siedzące na niewygodnych krzesełkach w głównej Sali. Zawsze wydawało mu się, że zna swoją babcię, że jest zbyt zapatrzona w siebie i ciągle mówi tylko o jednym. Nie zauważał tych wszystkich wspaniałych cech jakie miała, bo bardziej przywiązywał uwagę do tych które mu w niej przeszkadzały.
            - To niezwykła historia babciu. Przecież Ty jej uratowałaś życie – powiedział z radością w głosie.
            - A ona w pewnym sensie uratowała moje.
            - Nie bardzo rozumiem – Cytkar nie ukrywał swojego zdziwienia.
- Ja wtedy… - babcia spojrzała z powagą na wnuka i ściszonym głosem powiedziała - w tym czasie kiedy przyszedł ten list przechodziłam poważne załamanie. Wiesz to była już moja piąta książka, ale poprzednie nie sprzedawały się dobrze i od tej zależało jak potoczą się moje dalsze losy. W ciągu kilku pierwszych tygodni sprzedało się ledwie kilka egzemplarzy i bałam się, że będę musiała zająć się czymś innym. A na niczym innym się nie znam. Sam przecież dobrze wiesz, że książki są prawie całym moim życiem. Męczyła mnie cała ta niepewność i strach przed porażką. Całymi dniami snułam się po domu bez celu i nie miałam na nic ochoty. Nie zbliżałam się nawet do maszyny do pisania, bo wydawało mi się, że moje historie nie przemawiają do serc innych ludzi. I wtedy przyszedł ten list w czerwonej kopercie. Czytałam go ciągle, a moje serce szalało z radości, bo udało mi się zrobić coś bardzo ważnego. I wtedy właśnie uwierzyłam w to, że to co napisałam ma dla kogoś wartość.   Pomyślałam sobie wtedy, że w pewnym sensie zmieniłam świat, nadałam mu kilka nowych barw. Później dostawałam jeszcze wiele listów od czytelniczek, ale ten pierwszy był najważniejszy, bo to właśnie on zmienił moje życie. I myślę, że Ty dzięki tej niewielkiej książeczce możesz zrobić coś równie wspaniałego. Wiedza z tej książki na pewno Ci pomoże.
-  A powiedz mi babciu czy odpisałaś tej kobiecie? Wiesz jak ona się nazywa ?
- Na kopercie niestety nie było adresu zwrotnego. A bardzo żałuje, bo chciałabym bardzo podziękować tej dziewczynie za to, że się ze mną podzieliła swoją historią. I że przywróciła mi wiarę w to co robię. Nazywa się  Derjana i mieszka razem z mężem gdzieś w Krainie Ametystu. Tylko tyle wiem.
- Jeśli mi się to uda babciu to ja ją odnajdę i podziękuje jej w Twoim imieniu. To będzie mój prezent dla Ciebie za to, że zdobyłaś dla mnie tą książkę.
- Achhh… mój drogi chłopcze – na twarzy Olkarii pojawił się znów piękny uśmiech - Jesteś jeszcze młody i masz głowę pełną marzeń. Umówmy się tak - spróbuj ją odnaleźć, ale niech to nie przysłoni Ci prawdziwego celu Twojej podróży. Jeśli Ci się to uda to proszę daj jej ode mnie to – odpięła niewielką broszkę z mandalą od swojej bluzki i podała wnukowi – tą broszkę zrobił specjalnie dla mnie Twój dziadek i podarował mi ją przed moim pierwszym spotkaniem z czytelnikami. To Mandala Wszelkiej Pomyślności. Ma wielką moc. Myślę, że po części to dzięki niej moja saga stała się tak popularna.
Cytkar wziął niewielki przedmiot i zaczął mu się przyglądać. Broszka była okrągła.  Zrobiona z drobnych szkiełek w pięknych zielono-niebieskich barwach. W niektórych miejscach lśniły maleńkie kropelki namalowane farbą w srebrnym kolorze.
- Jesteś pewna babciu, że chcesz bym ją wziął?
- Ależ oczywiście. Chcę się w ten sposób odwdzięczyć tej dziewczynie. Jeśli uda Ci się ją odnaleźć to podaruj jej tą mandalę w prezencie. Skoro mi ta broszka przyniosła tak wiele szczęścia to może i Derjanie przyniesie choć kilka magicznych chwil.
Cytkar zawinął broszkę w haftowaną chusteczkę i schował w małej kieszeni swojego plecaka. Przy okazji schował też książkę o mandalach.
- A teraz drogi chłopcze weźmy się do pracy. Zostało nam niewiele czasu, a ja chce znaleźć jak najwięcej informacji o Ogrodzie Pana Boga. W przeciwnym razie nie uda mi się wywiązać z obietnicy złożonej Lorze. – puściła oczko do wnuka - Ja zajmę się tymi książkami – wskazała stos po jej lewej stronie – bo już wcześniej zaczęłam go trochę przeglądać. Ty zajmij się tym drugim. Jak znajdziesz coś naprawdę ciekawego to mi to pokaż, dobrze?
 Cytkar skinął głową i posłusznie zabrał się do przeglądania drugiego stosu książek. Stos liczył kilkanaście pozycji, ale większość informacji zawartych w tych księgach była zupełnie bezwartościowa. Za dużo ogólników i przypuszczeń, za mało faktów. Z każdą kolejną książką Cytkar stawał się coraz bardziej znużony. Po niecałych dwóch godzinach udało mu się przejrzeć wszystkie książki z jego stosu, niestety nie znalazł w nich niczego co rzuciłoby nowe światło na temat Krainy Kryształu Górskiego. W jednej książce znalazł tylko jakąś starą mapę, którą mniej więcej przerysował do swojego notesu, by wiedzieć gdzie dokładnie ma szukać bramy.
- Skończyłem – oświadczył gdy zamknął ostatnią księgę – Wszyscy piszą to samo – że na wierzchołku świata jest brama, a za nią most. Bramę otwiera jakichś 8 kluczy, ale nigdzie nawet nie opisali ich dokładnie. Mieszkańcy krainy mają czarne włosy, które z biegiem lat stają się przezroczyste, a w samym ogrodzie rosną rośliny z całego królestwa i wszystkich innych światów, które stworzył Bóg. Tyle książek, a my nadal mamy tak niewiele informacji – Cytkar nawet nie ukrywał swojego rozczarowania.
- Mówiłam Ci przecież, że szukanie informacji to czasem jest ciężka praca. Mnie zostało jeszcze kilka książek do przejrzenia, więc może Ty w tym czasie rzucisz okiem na gazety. Może w nich będą jakieś ciekawe informacje ?- podsunęła Cytkarowi niewielki stos czasopism na wierzchu którego leżał numer „Królestwa- na tropie prawdy” sprzed 8 lat- A później zajrzyj jeszcze do tej księgi – wskazała na grubą księgę na grzbiecie której widniał napis „Legendy Królestwa Dziewięciu Kamieni” – „Legenda o bramie” powinna Ci się spodobać – powiedziawszy te słowa Olkaria zabrała się do lektury kolejnej książki.
   Cytkar sięgnął po numer „królestwa” i bez większego entuzjazmu zaczął przerzucać strony. Czytając kolejne nagłówki zastanawiał się jak ludzie mogą czytać te wszystkie bzdury: „Nimfy ludojady”, „Maść na poparzenia z końskich odchodów”, „Duchy opiekuńcze. Czy aby na pewno są dobre?”. Dopiero artykuł na przedostatniej stronie przykuł jego uwagę. Była to historia człowieka, który bardzo chciał zdobyć wszystkie klucze otwierające bramę do Ogrodu, ale udało mu się odnaleźć tylko trzy. Po wielu tygodniach bezowocnych poszukiwań pozostałych kluczy zniechęcony powrócił do swojego domu i obiecał oddać zdobyte klucze temu kto go odnajdzie i o to poprosi. Człowiek ten nazywał się Kursyk i pochodził z Krainy Turkusu. Cytkar spojrzał jeszcze raz na datę wydania gazety i jego początkowa radość wynikła z odnalezienia tej informacji przerodziła się w smutek.  Pomyślał sobie, że pewnie wielu ludzi tak jak on szuka kluczy do Ogrodu Pana Boga i Kursyk już dawno je komuś oddał. Zapisał jednak w swoim notesie jego imię i wziął się za przeglądanie pozostałych gazet.
- Przepraszam, że muszę Wam przerwać, ale za chwilę zamykamy Bibliotekę – Lora podeszła do stołu przy którym siedzieli Cytkar z Olkarią.
- To już ta godzina – babcia spojrzała na wielki zegar zwisający z sufitu – dziękuję Ci za pomoc Loro. Znalazłam już dość informacji do książki i lada dzień mogę zaczynać nad nią pracę.
- To wspaniale. Już nie mogę się doczekać tej książki – dziewczyna cała promieniała na myśl, że w najnowszej powieści Olkarii pojawi się wzorowana na niej postać.
Chwilę później Lora odeszła zabierając ze sobą wszystkie książki, które wcześniej przeglądała Olkaria. Cytkar odłożył jakiś stary numer „Kwarcytowego porannika”, który przeglądał, spakował sobie kilka kanapek na drogę, dopił herbatę i razem z babcią udali się do wyjścia. Przy powozie czekał już na nich dziadek Karnaliusz.
- Babciu dziękuję, że mnie ze sobą zabrałaś. Zaczynam rozumieć tą twoją wielką miłość do książek. Po powrocie będę chyba częstym gościem tej Biblioteki.
- Mam taką nadzieję Cytkarze. Uważaj na siebie i na tą książkę, którą zabrałeś również – babcia uściskała swojego ukochanego wnuka i wsiadła do powozu. Dziadek spojrzał na Cytkara i powiedział :
- Drogi chłopcze, mam nadzieję, że znajdziesz to czego szukasz. Gdybym ja w Twoim wieku miał więcej odwagi – westchnął ciężko, a na jego twarzy pojawił się delikatny uśmiech – nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę, że chociaż Ty realizujesz swoje marzenia.
- Dziękuje dziadku. I wiesz, gdy wrócę to bardzo bym chciał żebyś pokazał mi jak robisz swoje mandale.

Dziadek skinął tylko głową, wsiadł do powozu i razem z babcią powoli ruszyli z powrotem do domu. Cytkar jeszcze przez kilka minut obserwował ich oddalający się powóz, a gdy stracił ich z pola widzenia ruszył prosto przed siebie, aż minął mury grodu i zostawił za sobą światła lamp oświetlające drogi miasta. Przez kilka kolejnych godzin szedł polną drogą w kierunku Krainy Turkusu obserwując otaczającą go przyrodę, wsłuchując się w świergot ptaków i szum wiatru, spoglądając od czasu do czasu na jeden z dwóch Księżyców oświetlających jego drogę. I choć nie zdążył przeczytać „Legendy o bramie”, a babcia zapomniała o tym, by opowiedzieć mu jej treść wiedział, że podąża we właściwym kierunku i w duchu cały czas uśmiechał się do siebie. 

0 komentarze:

Prześlij komentarz

 
;