Tak
jak myślała Jaspiria do granicy krain doszli na kilka chwil przed zachodem
Słońca. Gdy tylko przekroczyli wielką, kamienną bramę z wyrytym na łuku napisem
głoszącym „Kraina Kwarcu Różowego” ich
oczom ukazała się ciemnoróżowa trawa i ścieżka ułożona z wyszlifowanych kamieni
kwarcu prowadząca do najbliższego miasteczka. Dziewczyna z zachwytem
przyglądała się pięknym bladoróżowym, purpurowym i białym różom, szarym
perlicom o delikatnych, połyskujących w zachodzącym słońcu płatkach, i
pomarańczowym lakoryzom rosnącym nieopodal drogi. Delektowała się niezwykłym
zapachem kwiatów, zachwycała się smukłymi drzewami o ciemnobrązowej korze i
sercowatych liściach. Z przyjemnością wsłuchiwała się w delikatny szelest liści
tańczących na wietrze oraz świergot ptaków, który słychać było z oddali.
Nawet Seriux, który od początku negatywnie był nastawiony do tej całej podróży z zaciekawieniem przyglądał się temu krajobrazowi. Wszechobecny kolor różowy pięknie komponował się z zachodzącym Słońcem.
Nawet Seriux, który od początku negatywnie był nastawiony do tej całej podróży z zaciekawieniem przyglądał się temu krajobrazowi. Wszechobecny kolor różowy pięknie komponował się z zachodzącym Słońcem.
Gdy
zbliżyli się do granicy miasteczka ich oczom ukazała się niezwykła
architektura. Domy były tu niskie, budowane na planie kwadratu. Ściany
przeważnie pomalowane miały na biały, szary lub kremowy kolor. Dachy pokryte
były dachówkami w kolorze zieleni, brązu lub grafitu. Wysokie, prostokątne
drzwi i duże, kwadratowe okna w których zawieszone były delikatne firany w
kwiatowe motywy i klimatyczne światło świec stojących na parapetach jakby
zapraszało przechodniów do środka. Przed każdym z domów był piękny ogród z
kwiatami jakich Jaspiria nigdy dotąd nie widziała, a do drzwi prowadziły wąskie
dróżki usypane z ciemnego piachu. Niskie, drewniane płotki oddzielały jedną
posiadłość od drugiej.
W samym centrum tego miasteczka rosło - również ogrodzone płotkiem - wielkie drzewo o prawie czarnej korze i gałęziach zwisających do samej ziemi poruszających się lekko w takt podmuchów wiatru. Drzewo miało białoróżowe liście przypominające swoim kształtem łzy i dziwne, jakby kamienne owoce. Gdy Jaspiria podeszła bliżej by dokładniej się im przyjrzeć zauważyła, że na każdym z nich widnieje jakiś napis. Zaciekawiona przeskoczyła przez ogrodzenie i już miała zerwać jeden owoc, gdy nagle usłyszała kobiecy głos.
W samym centrum tego miasteczka rosło - również ogrodzone płotkiem - wielkie drzewo o prawie czarnej korze i gałęziach zwisających do samej ziemi poruszających się lekko w takt podmuchów wiatru. Drzewo miało białoróżowe liście przypominające swoim kształtem łzy i dziwne, jakby kamienne owoce. Gdy Jaspiria podeszła bliżej by dokładniej się im przyjrzeć zauważyła, że na każdym z nich widnieje jakiś napis. Zaciekawiona przeskoczyła przez ogrodzenie i już miała zerwać jeden owoc, gdy nagle usłyszała kobiecy głos.
-
Nie rób tego panienko – obejrzała się, by sprawdzić kto do niej mówi i
zauważyła starszą kobietę o ciemnoróżowych włosach stojącą w drzwiach
wejściowych małego domku stojącego niedaleko drzewa. – to nie jest zwykłe
drzewo. To Kwarcytowa Płacznica.
Jaspiria
nigdy nie słyszała o takim drzewie i nadal nie bardzo rozumiała dlaczego nie
powinna zrywać jego owoców. Postanowiła jednak, że lepiej będzie posłuchać tej
kobiety. Ponownie przeskoczyła przez ogrodzenie i ruszyła w kierunku starszej
pani, by dopytać ją o Płacznicę. Seriux szybko ruszył w ślad za nią.
- Proszę mi wybaczyć. – zaczęła powoli Jaspiria
– pochodzę z Krainy Ametystu i nie znam tutejszych zwyczajów.
-
Domyśliłam się tego panienko – kobieta uśmiechnęła się przyjaźnie do dziewczyny
– Może masz ochotę potowarzyszyć dzisiejszego wieczoru starszej pani ? Chętnie
opowiem Ci o Kwarcytowej Płacznicy przy ciepłej herbacie i kawałku domowego
ciasta. Nazywam się Różka, jestem panią tego domostwa i strażniczką magicznego
drzewa.
-
Z przyjemnością. Mnie nazywają Jaspiria – odrzekła dziewczyna i nagle
przypomniała sobie, że kobieta nie widzi Seriuxa. – czy nie będzie Pani
przeszkadzało jeżeli mój duch opiekuńczy Seriux również z nami posiedzi ?
-
Oczywiście, że nie. Zawsze interesowały mnie te Wasze duchy opiekuńcze, ale
niestety nigdy nie było mi dane żadnego z nich zobaczyć.
Jaspiria
zajrzała do swojej torby i wyciągnęła z niej mały szklany flakon w którym
znajdował się eliksir widzialności. Podała go Seriuxowi, a ten bez chwili
zastanowienia wypił go duszkiem. Nie
minęło kilka chwil, a kobieta mogła wreszcie po raz pierwszy w swoim życiu
zobaczyć prawdziwego ducha opiekuńczego.
-
A więc tak wyglądają duchy – Różka przyglądała się z zaciekawieniem Seriuxowi
co wprawiało go w lekkie zakłopotanie –
właśnie tak sobie was wyobrażałam. – po chwili jednak dodała - No może
nie do końca tak. Myślałam, że będziesz miał większe skrzydła, będziesz nieco
starszy i ubrany w strój przypominający bardziej togę. Ale i tak mi się
podobasz. – dodała pospiesznie, a na
eterycznej twarzy Seriuxa pojawił się delikatny rumieniec - Zapraszam, wejdźcie
do środka.
Jaspiria
i Seriux przekroczyli próg domu, i poszli za kobietą do salonu. Był to niewielki kwadratowy pokój w którym
znajdował się stół z czterema krzesłami, ozdobna komoda, fotel bujany i
zajmująca całą ścianę biblioteczka. Ściany pomalowane na jasnozielony kolor,
ciemnozielony dywan i białe meble ładnie ze sobą współgrały. Piękne firany z
motywem róż i drewniane świeczniki ozdobione gipiurowymi koronkami w których
paliły się różowe świece wzbudziły zachwyt w dziewczynie. W całym domu unosił
się przyjemny, słodkawy zapach kwiatów.
-
Rozgośćcie się proszę, a ja zaparzę herbatę i zaraz przyjdę.- powiedziała Różka
i poszła do kuchni.
Seriux
usiadł w fotelu bujanym, a Jaspiria podeszła do półek z książkami i zaczęła
czytać na głos ich tytuły:
-
„Gotując z miłością – najlepsze przepisy na obiady” ,”Dosłodzić miłością –
ciasta, których nigdy nie zapomnisz”, „A na koniec szczypta miłości… szkoła
gotowania dla początkujących”, „Sztuka pisania listów”, „ Napisałem list i co
dalej”, „Czy mogę o to poprosić? Podręcznik pisania dla niezdecydowanych”, jest
tu nawet „Wytwarzanie świec dla opornych” i „Potęga Miłości część I: Kiedy
Szarowit poznał Griniwię”- na twarzy dziewczyny pojawił się uśmiech – i część
II: „Szarowit i siedem leśnych nimf”, no i moja ulubiona część III: „Griniwia i
magiczne nasiona” … - i gdy tak Jaspiria czytała po kolei grzbiety kolejnych
książek nagle zauważyła wyjątkowo grubą , nieco zniszczoną księgę na której
widniał napis „Legendy Królestwa Dziewięciu Kamieni”. - Seriuxie myślisz, że w
tej księdze będzie coś o Krainie Kryształu Górskiego ?
-
Sądząc po tytule to i owszem – odparł duch – w końcu już sam tytuł sugeruje
istnienie tej Krainy.
-
Widzę, że już zauważyłaś moją ulubioną księgę – w tym momencie do pokoju weszła
Różka niosąc na tacy dzbanek z herbatą, trzy filiżanki i ciasto czekoladowe –
to właśnie w niej przeczytałam po raz pierwszy legendę o Kwarcytowej Płacznicy.
– Położyła tacę na stole, do filiżanek nalała gorącej herbaty, poczekała aż
Jaspiria usiądzie wygodnie na swoim krześle i zaczęła opowiadać.
-
Kilka wieków temu Krainą Kwarcu Różowego władał król Kwarcytiusz I Wspaniały.
Sprawiedliwym i dobrym był on władcą. Za jego panowania nasza kraina przeżywała
prawdziwy rozkwit. Budowano szkoły, nauczano magii dziękczynnej i to za jego
sprawą powstała w naszym królestwie tradycja wysyłania listów do Boga.
Kwarcytiusz miał żonę i trójkę dzieci. Kochał ich wszystkich bardzo, gdy więc się okazało, że wybranka jego serca jest śmiertelnie chora nie potrafił się z tym pogodzić. Każdego dnia o zmroku zamykał się w swojej komnacie i pisał listy do Boga dziękując mu za każdą godzinę którą mógł spędzić u boku ukochanej i prosząc o kolejne. Tygodnie mijały, a stan królowej się pogarszał. W końcu król widząc, że jego żona z każdym dniem coraz bardziej cierpi zrozumiał, że powinien pozwolić jej odejść. Poprosił swoje dzieci, by pożegnały się z matką i sam również to uczynił, przepraszając ją za swój egoizm i obiecując, że zawsze będą o niej pamiętali. Królowa wreszcie mogła odejść w spokoju, wiedziała bowiem, że Kwarcytiusz poradzi sobie bez niej i najlepiej jak będzie potrafił zajmie się ich dziećmi. W dniu w którym zmarła Kwarcytiusz napisał do Boga ponownie list dziękując mu za możliwość spędzenia z ukochaną tych kilkunastu wspaniałych lat. W liście tym wyraził jednak obawę, że nie będzie w stanie dotrzymać obietnicy złożonej żonie. Bał się, że z upływem czasu nikt już nie będzie o niej pamiętał, że zarówno on, jak i ich dzieci za kilka lat będą pochłonięci za bardzo innymi rzeczami, by wspominać Kwarcytię.
Gdy król obudził się następnego dnia rano zauważył , że przez otwarte okno w jego komnacie do pokoju wpadł list. Była to odpowiedź od Boga na wiadomość wysłaną dzień wcześniej. W kopercie było też 15 nasion – po jednym dla każdego miasta w Krainie Kwarcu Różowego. Były to jak się zapewne już domyśliliście nasiona Kwarcytowych Płacznic – nazwanych tak na część królowej, by pamięć o niej przetrwała do końca naszego świata. Podczas pogrzebu Kwarcyti na który zjechali się podwładni z całego królestwa król opowiedział wszystkim o liście i wręczył po jednym nasionku mieszkańcom każdego miasta prosząc by od razu po powrocie do nich zakopali nasiona w ziemi i obserwowali co z nich wyrośnie. W ciągu kilku godzin od zasadzenia drzewa rozkwitły. Pojawiły się na nich białoróżowe liście w kształcie łez będące symbolem smutku po utracie ukochanej osoby i kamienne owoce – jeden za każdą zmarłą osobę. Od chwili posadzenia drzewa za każdym razem gdy umiera jakiś mieszkaniec danego miasteczka na drzewie pojawia się nowy owoc z inicjałami zmarłej osoby i krótkim zdaniem opisującym jej życie. Jak więc widzicie drzewo rosnące w naszym miasteczku jest niezwykle ważne. Pomaga nam zachować pamięć o tych, którzy już odeszli.
Kwarcytiusz miał żonę i trójkę dzieci. Kochał ich wszystkich bardzo, gdy więc się okazało, że wybranka jego serca jest śmiertelnie chora nie potrafił się z tym pogodzić. Każdego dnia o zmroku zamykał się w swojej komnacie i pisał listy do Boga dziękując mu za każdą godzinę którą mógł spędzić u boku ukochanej i prosząc o kolejne. Tygodnie mijały, a stan królowej się pogarszał. W końcu król widząc, że jego żona z każdym dniem coraz bardziej cierpi zrozumiał, że powinien pozwolić jej odejść. Poprosił swoje dzieci, by pożegnały się z matką i sam również to uczynił, przepraszając ją za swój egoizm i obiecując, że zawsze będą o niej pamiętali. Królowa wreszcie mogła odejść w spokoju, wiedziała bowiem, że Kwarcytiusz poradzi sobie bez niej i najlepiej jak będzie potrafił zajmie się ich dziećmi. W dniu w którym zmarła Kwarcytiusz napisał do Boga ponownie list dziękując mu za możliwość spędzenia z ukochaną tych kilkunastu wspaniałych lat. W liście tym wyraził jednak obawę, że nie będzie w stanie dotrzymać obietnicy złożonej żonie. Bał się, że z upływem czasu nikt już nie będzie o niej pamiętał, że zarówno on, jak i ich dzieci za kilka lat będą pochłonięci za bardzo innymi rzeczami, by wspominać Kwarcytię.
Gdy król obudził się następnego dnia rano zauważył , że przez otwarte okno w jego komnacie do pokoju wpadł list. Była to odpowiedź od Boga na wiadomość wysłaną dzień wcześniej. W kopercie było też 15 nasion – po jednym dla każdego miasta w Krainie Kwarcu Różowego. Były to jak się zapewne już domyśliliście nasiona Kwarcytowych Płacznic – nazwanych tak na część królowej, by pamięć o niej przetrwała do końca naszego świata. Podczas pogrzebu Kwarcyti na który zjechali się podwładni z całego królestwa król opowiedział wszystkim o liście i wręczył po jednym nasionku mieszkańcom każdego miasta prosząc by od razu po powrocie do nich zakopali nasiona w ziemi i obserwowali co z nich wyrośnie. W ciągu kilku godzin od zasadzenia drzewa rozkwitły. Pojawiły się na nich białoróżowe liście w kształcie łez będące symbolem smutku po utracie ukochanej osoby i kamienne owoce – jeden za każdą zmarłą osobę. Od chwili posadzenia drzewa za każdym razem gdy umiera jakiś mieszkaniec danego miasteczka na drzewie pojawia się nowy owoc z inicjałami zmarłej osoby i krótkim zdaniem opisującym jej życie. Jak więc widzicie drzewo rosnące w naszym miasteczku jest niezwykle ważne. Pomaga nam zachować pamięć o tych, którzy już odeszli.
Jaspiria z zaciekawieniem
przysłuchiwała się tej historii i gdy tylko Różka skończyła opowiadać zapytała:
- Różko, a jak Kwarcytiuszowi
udawało się wysyłać te listy do Boga ? Używał jakichś specjalnych zaklęć ?
- Zauważyłaś te różowe świece,
które palą się na parapetach w oknach wszystkich domów w miasteczku ?
- Oczywiście.
- To świece dziękczynne. W naszej
Krainie każdy uczy się jak je samodzielnie wytwarzać. Dodajemy do nich
specjalne olejki w zależności od tego za co chcemy podziękować. Gdy chcemy
wysłać list do Boga do świecy dodajemy olejek pozyskany z białych róż, które są
symbolem czystości. Sam rytuał pisania listów jest niezwykle prosty. Zapalamy
świece, piszemy list, wsadzamy go do odpowiednio zaadresowanej koperty i palimy
nad płomieniem świecy. Nasza prośba lub podziękowanie unosi się wraz z dymem do Boga.
- No tak, ale skąd macie pewność,
że Bóg ten list otrzymał? Za każdym razem Wam odpisuje ? – dopytywała coraz
bardziej zafascynowana tym tematem Jaspiria.
- Czasem dostajemy odpowiedzi w
formie listów, ale szczerze mówiąc to się rzadko zdarza. Ja w ciągu całego życia
dostałam tylko trzy listy. Częściej odpowiedź przychodzi w formie znaków,
wydarzeń czy szczęśliwych zbiegów okoliczności.
-
Chyba nie do końca rozumiem – odparła trochę zawstydzona dziewczyna.
-
Wiesz może prościej będzie Ci to zrozumieć jeśli opowiem Ci to na jakimś
przykładzie. Niech się chwilkę zastanowię – Różka zaczęła gładzić swoje różowe
włosy, upiła z delikatnej porcelanowej filiżanki łyk herbaty i w końcu
powiedziała – Już wiem… że też od razu na to nie wpadłam. Przecież to Ty moja
droga i Twój duch jesteście odpowiedzią na mój ostatni list.
-
My ? – zapytali jednocześnie Seriux i Jaspiria
-
Tak, właśnie wy drodzy przyjaciele. Kilka dni temu napisałam list do Boga, o
tym, że ostatnio wieczorami czuje się samotna. Mój mąż zmarł kilka lat temu, a
syn chodź mieszka niedaleko nie ma dla mnie zbyt wiele czasu. Jest bardzo
dobrym cukiernikiem i ma dużo pracy. Wnuczka często mnie odwiedza gdyż
przygotowuje ją do bycia strażniczką magicznego drzewa, ale popołudniami wraca
do siebie, a ja zostaje sama. Nie minął nawet tydzień od wysłania tej
wiadomości, a udało mi się spotkać Was i dzisiejszego wieczoru nie czuję się
już samotna. Szczęśliwy zbieg okoliczności spowodował, że idąc przez miasteczko
skupiłaś uwagę na drzewie, którego jestem strażniczką i dzięki temu mogłam
nawiązać z Tobą rozmowę i zaprosić Was do mojego domu. Czy teraz już rozumiecie
?
Jaspiria
i Seriux przytaknęli. Różka uśmiechnęła się, wstała i podeszła do regału z
książkami. Wyciągnęła „Legendy Królestwa Dziewięciu Kamieni” położyła je przed
dziewczyną i poprosiła by ta na głos zaczęła czytać wybraną przez siebie
legendę. Jaspiria otworzyła księgę mniej więcej w połowie i zaczęła czytać:
-
Legenda o bramie – powiedziała nieco głośniej, by podkreślić tytuł – Gdy Bóg
stworzył świat w kształcie ośmiościanu foremnego uznał, że jest on tak
niezwykły i piękny, że chciałby go móc obserwować z bliska. Stworzył więc
dziewiątą krainę z której mógł dobrze widzieć wszystko to co dzieje się w
pozostałych. Kraina ta nazwana została Krainą Kryształu Górskiego, łączyła w
sobie wszystkie najpiękniejsze elementy pozostałych Krain i znajdowała się nad
Królestwem Ośmiu Kamieni. Na wierzchołku świata Bóg utworzył specjalną bramę, a
za nią wysoki most prowadzący do dziewiątej Krainy tak by wszyscy mieszkańcy
Królestwa mogli przechadzać się po jego ogrodzie. W Krainie Kryształu Górskiego
znajdowały się bowiem rośliny z wszystkich krain królestwa oraz innych,
zupełnie nieznanych światów.
Gdy wieść o Ogrodzie Pana Boga
dotarła do mieszkańców wszystkich krain większość z nich od razu wyruszyła w
podróż. Każdy chciał spotkać Boga i zadać mu jakieś pytanie. Poza tym Kraina
Kryształu Górskiego urzekała ludzi swoją różnorodnością i pięknem tak bardzo,
że część z nich postanowiła od razu osiąść w niej na stałe. Inni chcieli na
chwilę wrócić w swoje strony, by po sprzedaniu majątku również powrócić do
Ogrodu. Tylko nieliczni mieszkańcy przywiązani do swoich Krain chcieli do nich
powrócić na stałe.
Zaniepokojeni tym stanem rzeczy królowie wszystkich krain zwołali Pierwszą Wielką Radę. Nie można było przecież dopuścić do tego by wszystkie Krainy upadły z powodu Ogrodu Pana Boga. Nie po to Kraina Kryształu Górskiego została stworzona. Podczas Wielkiej Rady królowie i ich doradcy długo rozmawiali i zastanawiali się co zrobić, by mieszkańcy królestwa pozostali w swoich krainach. I w końcu po kilku dniach dyskusji królowie jednomyślnie postanowili, że najbezpieczniej będzie jeżeli brama do ogrodu zostanie zamknięta. Z błogosławieństwem Boga król każdej krainy używając swojej mocy i mądrości stworzył specjalny klucz otwierający bramę. Tylko zebranie wszystkich ośmiu kluczy mogło ją ponownie otworzyć.
Zaniepokojeni tym stanem rzeczy królowie wszystkich krain zwołali Pierwszą Wielką Radę. Nie można było przecież dopuścić do tego by wszystkie Krainy upadły z powodu Ogrodu Pana Boga. Nie po to Kraina Kryształu Górskiego została stworzona. Podczas Wielkiej Rady królowie i ich doradcy długo rozmawiali i zastanawiali się co zrobić, by mieszkańcy królestwa pozostali w swoich krainach. I w końcu po kilku dniach dyskusji królowie jednomyślnie postanowili, że najbezpieczniej będzie jeżeli brama do ogrodu zostanie zamknięta. Z błogosławieństwem Boga król każdej krainy używając swojej mocy i mądrości stworzył specjalny klucz otwierający bramę. Tylko zebranie wszystkich ośmiu kluczy mogło ją ponownie otworzyć.
I tak, pierwszy klucz stworzył
król Kwarcytiusz I Wspaniały. Był to kamienny owoc na którym widniał napis
: „Otwieram to, co zamknięte”. Król
umieścił go na Kwarcytowej Płacznicy rosnącej niedaleko jego zamku. Wśród setek
innych owoców podobnych do niego klucz ten był trudny do odnalezienia i tylko
człowiek o wielkiej cierpliwości mógł go tam znaleźć. Drugi klucz został
stworzony przez króla Machalita Zdrowego. Był to magiczny naszyjnik z dużym
zielonym kamieniem, którego strażniczką została królowa leśnych nimf z lasów
malachitowych. Naszyjnik ukryty w komnatach jej zamku był bezpieczny. Trzeci
klucz w postaci ametystowego kielicha stworzony został przez władcę Ameta II Mądrego i został ukryty w jednej z
jaskiń na szczycie góry ametystowej. Czwarty klucz – czarna kostka
przeznaczenia stworzona przez króla Jasreda Uroczego schowana została w
Komnacie Przeznaczenia w Krainie Jaspisu Czerwonego. Piąty klucz był
najbardziej niezwykły z nich wszystkich. Władca krainy Karneolu, król Neokar
Rozmarzony uznał bowiem, że kluczem będzie własnoręcznie zrobiona przez
poszukiwacza mandala. Uznał, że tylko ten kto gotów jest zdobyć nowe
umiejętności, jest otwarty na wiedzę i ma bogatą wyobraźnie zasługuje na to, by
za życia przechadzać się z Bogiem po jego bajecznym ogrodzie. Szóstym kluczem –
i tu Jaspiria ze smutkiem przerwała czytanie – Różko ktoś wyrwał stronę na
której była dalsza część tej legendy.
- Tak, wiem o tym – odpowiedziała
spokojnie - Ta księga jest w mojej rodzinie od wielu pokoleń. Podobno mój
prapradziad bardzo chciał zdobyć te klucze, ale nie mógł zapamiętać tych trzech
ostatnich. Wyrwał więc tą stronę i zabrał ze sobą w podróż.
- i odnalazł je wszystkie? –
zapytał zaciekawiony Seriux
- ależ skąd – odparła rozbawiona
Różka – podobno po niecałym tygodniu wrócił do domu twierdząc, że na pewno już
ktoś zabrał pierwszy klucz, bo mimo przejrzenia wszystkich owoców rosnących na
Płacznicy przy zamku go nie znalazł. Poszukiwania pozostałych kluczy nie miały
więc według niego sensu, bo nawet mając wszystkie inne nie otworzyłby bramy. Praprababka
twierdziła jednak, że nie znalazł klucza ponieważ w tą podróż nie zabrał swoich
okularów. Bez nich podobno nie był w stanie przeczytać niczego. Nawet jeżeli
klucz trzymał w swojej ręce najzwyczajniej w świecie bez okularów, by go nie
rozpoznał. A tą wyrwaną kartkę spalił w kominku zaraz po powrocie, by ta
legenda nie kusiła nikogo innego.
- Szkoda – powiedziała Jaspiria –
bo ja chcę zobaczyć ten Ogród i mam do Boga kilka pytań – westchnęła i napiła
się herbaty.
- Jeżeli takie masz plany to na początek
informacja o tych pięciu kluczach powinna Ci wystarczyć. Przecież dopiero
wyruszyłaś w swoją podróż, prawda ? – Różka uśmiechnęła się do dziewczyny, ukroiła jej kawałek ciasta i poprosiła, by teraz to
Seriux przeczytał jakąś Legendę.



0 komentarze:
Prześlij komentarz