Rozdział IV

Cytkar wrzucił do plecaka kilka ubrań, koc, notatnik w którym zapisywał wszystkie pomysły, blok i zestaw kredek wieczorami bowiem lubił rysować projekty mandali. Pożegnał się z Cytrynią, napisał krótki list do ojca i ruszył w drogę. A gdy tylko stracił z oczu swoją matkę wyjął z pudełeczka bransoletkę i zapiął ją sobie na prawym nadgarstku. Co prawda obiecał jej, że bransoletki będzie używał tylko w razie konieczności, ale nie mógł się doczekać by sprawdzić jak działa.
            Miasteczko w którym mieszkał Cytkar położone było tuż przy granicy z Krainą Karneolu postanowił więc, że właśnie od niej zacznie swoją podróż. Kraina Magicznych Mandali była mu dość dobrze znana. Często spędzał tam wakacje w domu swoich dziadków od strony ojca. Godzinami siedział w pracowni dziadka Karnaliusza i podziwiał jak z pasją tworzy niezwykłe prace dla swoich klientów. Z babcią miał zdecydowanie gorszy kontakt. Choć była niezwykle miłą kobietą i kochał ją bardzo ta ciągle opowiadała mu te same historie, które znał już na pamięć. Olkaria była znaną na całe Królestwo pisarką romansów zadręczała go więc najczęściej opowieściami o miłosnych rozterkach bohaterek swoich książek co wywoływało w nim mówiąc niezbyt ładnie odruch wymiotny.



Cytkar bardzo lubił Krainę Karneolu. Tutejsza architektura różniła się znacznie od tej  z Krainy Cytrynu i zawsze z zachwytem się jej przyglądał. W Krainie Magicznych Mandali wszystkie budynki były budowane na planie koła. Ściany domów malowano przeważnie na kolor kremowy. Dachy w kształcie stożków pokryte były tu ciemnobrązową, niebieską lub zieloną dachówką. Okna i drzwi  miały  zaokrąglone kształty, a na każdych drzwiach wejściowych umieszczona była mandala, której zadaniem było strzec domostwa i przynosić szczęście domownikom. Domy były tu proste i skromne, przynajmniej z zewnątrz i zdecydowanie różniły się od budynków sklepowych. Te bowiem miały ściany malowane w najróżniejsze wzory, wyklejane były kamieniami, szkłem i różnymi innymi przedmiotami. Im bardziej kolorowe i oryginalne tym lepiej ponieważ największy ruch jest w tych sklepach, które najbardziej rzucają się w oczy.
Drogi w Krainie Karneolu wykładane były drobnymi, kolorowymi kamieniami i szkiełkami tworzącymi najróżniejsze wzory. Okrągłe liście drzew i trawa w różnych odcieniach koloru pomarańczowego  doskonale komponowały się z tamtejszą architekturą. Przechadzając się bajecznie kolorowymi uliczkami człowiek mimowolnie zatapiał się w swoich marzeniach. Gdy Cytkar szukał inspiracji zawsze więc tu przychodził, by przechadzając się swoimi ulubionymi ścieżkami rozmyślać nad swoimi projektami i delektować się tym niesamowitym widokiem.
Gdy tylko przekroczył granicę Krain i pojawił się w pobliżu dobrze mu znanego miasteczka Rozkwitającego Piękna w jego głowie pojawiała się ciągle tylko jedna myśl, że nie chcę spotkać swojej babki. Wiedział, że jeśli ta tylko go gdzieś zauważy w miły, ale nie znoszący sprzeciwu sposób zaprosi go na herbatkę i znów przez kilka godzin będzie musiał słuchać o tym jak to Griniwia z Krainy Malachitu zakochała się w Szarowicie z Krainy Labradorytu i musieli uciekać przed nawiedzoną matką młodzieńca, bo ta nie tolerowała zielonowłosych kobiet. Nie minęło kilka minut, a z księgarni znajdującej się na końcu uliczki którą szedł Cytkar wyszła niespodziewanie jego babka. Przez chwilę łudził się, że uda mu się niepostrzeżenie skręcić szybko w jakąś boczną uliczkę, ale było to tylko jego pobożne życzenie. Olkaria już go wypatrzyła, zaczęła machać do niego ręką i ruszyła energicznym krokiem w jego kierunku. 
Cytkar spojrzał na swoją rękę - chyba zaczynam rozumieć jak działa ta bransoletka – pomyślał i zmusił się by wysłać promienny uśmiech w kierunku babki gdy ta podeszła do niego.
- Cytkarze, mój drogi chłopcze jakże ja się cieszę , że Cię widzę. – powiedziała  uśmiechając się do swojego ukochanego wnuka. – Tak dawno nas nie odwiedzałeś, że już zaczęłam się martwić.
- No wiesz babciu - zaczął niepewnym głosem – ostatnio byłem dość zajęty. Teraz właściwie też nie mam za wiele czasu, bo widzisz…
- Ohhhh… Cytkarze jesteś młody, nie masz jeszcze stałej pracy, Twoja matka doskonale sobie radzi sama w sprawach dotyczących domu, myślę więc, że znajdziesz dla mnie kilka chwil. Prawda ? – spojrzała prosto w oczy młodzieńca i ten już wiedział, że się nie wywinie. Olkaria uśmiechnęła się do niego niewinnie i dodała -  Napijemy się herbatki, a jeśli tylko masz ochotę to upiekę specjalnie dla Ciebie ciasto karmelowo –wołowe.  
- Właściwie to masz rację babciu. Chętnie napije się z Tobą herbaty. Jeśli natomiast chodzi o ciasto naprawdę nie ma potrzeby byś specjalnie dla mnie się tak starała.
            Choć babcia Cytkara bardzo lubiła piec i gotować, potrawy które tworzyła miały zazwyczaj dziwny smak i tak między nami mówiąc czasem były praktycznie niejadalne. Niestety nikt nie miał wystarczająco dużo odwagi, by powiedzieć babci wprost, że dane danie mu nie smakuje. Żyła więc w błogiej nieświadomości zachwycając się swoim niezwykłym talentem kulinarnym i co trochę wymyślała jakieś nowe danie. W wolnych chwilach przeglądała stare książki kucharskie i urozmaicała przepisy tam znalezione o składniki, które według niej daną potrawę mogły uszlachetnić. Do ciast dodawała więc mięso, ziemniaki oblepiała słodką masą cukrową, warzywa zapiekała z kremem czekoladowym, a owoce podawała zazwyczaj z kiełbasą.
- Ależ dla mnie to przecież przyjemność. Chętnie upiekę coś pysznego dla mojego drogiego wnuczka. Poza tym akurat to ciasto szybciutko się robi. Za 3 godziny będziesz mógł się więc delektować jedną z najwspanialszych potraw pod słońcem – i po chwili nieskromnie  dodała – tego smaku nie zapomnisz do końca swoich dni.
- W to nie wątpię babciu – Cytkar nie znosił babcinych ciast i do tej pory dostawał dreszczy na wspomnienie jej placka jagodowego zapiekanego z kawałkami kurczaka. – niestety obawiam się, że nie mam aż tyle czasu. Widzisz,  w nocy był podwójny nów i postanowiłem w związku z tym wyruszyć w podróż. Zamierzam rozkręcić własny biznes, a do tego potrzebuje kilku rzeczy z pozostałych Krain. Jak więc na pewno rozumiesz nie mogę sobie pozwolić na zbyt długą przerwę, ponieważ może ona spowodować opóźnienie w realizacji moich planów.
- Podróż ? Czy Ty aby na pewno wiesz co robisz ? – zapytała troskliwym tonem Olkaria i nie czekając na jakąkolwiek odpowiedź mówiła dalej -  Myślę, że nie do końca przemyślałeś ten pomysł. W Krainach Cytrynu i Karneolu jest spokojnie i nie grozi Ci żadne niebezpieczeństwo. Ja jednak czytałam sporo o pozostałych krainach… Weźmy np. Krainy Malachitu i Labradorytu. No wiesz… jak pisałam o Griniwii i Szarowicie to musiałam zapoznać się z kulturą tamtych rejonów. Gdybym w moich książkach nie opierała się na faktach dotyczących innych Krain nikt nie potraktowałby moich powieści poważnie. Wmawia się nam, że nimfy z lasów malachitowych znają się wspaniale na ziołach i uczą jak wyrabiać magiczne mikstury. I może niektóre faktycznie to właśnie robią. Większość z nich jednak zamiast uczyć testuje swoje wynalazki na naiwnych ludziach, którzy szukają u nich pomocy i podobno niejeden człowiek już zaginął w tamtych okolicach bez wieści.
- Ja będę na siebie uważał. Poza tym nie zamierzam błąkać się samotnie po lasach w poszukiwaniu cudownych leków ziołowych.
- Ale to jest tylko jedno z grożących Ci niebezpieczeństw. W pozostałych Krainach mogą Cię spotkać inne, nieprzyjemne rzeczy. Magowie z Krainy Turkusu potrafią zamieniać ludzi w kamień,  a w Krainie Czerwonego Jaspisu pełno złodziei, oszustów i hazardzistów. W moich książkach opisałam wiele historii o ludziach, którzy wyruszyli w daleką drogę i musieli radzić sobie z całą masą okropnych rzeczy.
- Wiem babciu, ale oni jednak zawsze zwycięsko wychodzili z każdej opresji, prawda? Pamiętam nawet jak mi opowiadałaś, że Szarowit pokonał trójgłowego smoka, by ratować swoją ukochaną.
- No tak, tak… ale taka jest właśnie przewaga literatury nad rzeczywistością. W książkach można pisać co się chce. Chyba nie jesteś aż tak naiwny Cytkarze, by myśleć, że mężczyzna gołymi rękami jest w stanie pokonać smoka o trzech głowach? – skarciła go spojrzeniem, a on w odpowiedzi tylko niepewnie się uśmiechnął.
 Cytkar rozmawiał z babcią zaledwie od kilku minut, a już miał ochotę uciec jak najdalej od niej. Gdy w końcu weszli do jej pięknego domu młodzieniec wedle zaleceń poszedł do salonu i usiadł w swoimi ulubionym fotelu bujanym przy kominku, Olkaria natomiast poszła szykować do kuchni herbatę i zagniatać ciasto. Nie lubiła gdy ktoś jej przeszkadzał podczas tworzenia „kulinarnych arcydzieł” uznała więc, że lepiej będzie jeśli wnuk poczeka na nią w pokoju. Oznaczało to, że co najmniej przez pół godziny Cytkar mógł sobie odpocząć od babcinych opowieści. Postanowił wykorzystać ten czas na przetestowanie działania bransoletki. Wpatrując się w blask ognia płonącego pomarańczowo-brązowym płomieniem zaczął wyobrażać sobie najpyszniejsze ciasto karmelowe jakie kiedykolwiek jadł. Słodkie, z podwójną porcją kremu, idealnie przyrumienione, pachnące delikatnie jego ulubionym olejkiem waniliowym. Uruchomił wszystkie swoje zmysły, by jak najdokładniej zwizualizować sobie ciasto, które ma ochotę zjeść. W wyobraźni dokładnie widział siebie samego siedzącego przy stole jak nakłada sobie wielką porcję  na talerz zdobiony czerwonymi kwiatami. Już nawet czuł w ustach tą cudowną słodycz, nie zdziwił się więc ani trochę gdy Olkaria weszła do salonu z tacą na której był czajnik oraz dwie filiżanki i smutnym głosem oznajmiła:
- Niestety zupełnie zapomniałam, że nie mam już w domu mięsa wołowego. Musiałam więc użyć podwójnej porcji kremu i żeby nieco urozmaicić całość dodałam parę kropli olejku waniliowego. Z tego co pamiętam  bardzo lubisz zapach wanilii. Ciasto będzie gotowe za godzinę.
- To wspaniale – wykrzyknął. Po chwili jednak uzmysłowił sobie, że babcia liczyła chyba na nieco inną reakcje dodał więc pospiesznie – to znaczy… oczywiście niewątpliwie wołowina dodałaby ciastu niezwykłego smaku. Myślę jednak, że olejek waniliowy i podwójny krem wynagrodzą mi tą stratę.
- Mam nadzieję, że mimo tego będzie Ci smakowało. A teraz – spojrzała z poważną miną na swojego wnuka – porozmawiajmy poważnie. – Powoli postawiła tacę na stole i nalała do filiżanek herbaty z suszonych płatków stokrotnic i liści słodkiej śliwy -  Jeżeli naprawdę chcesz wyruszyć w podróż chyba dobrze będzie jeżeli opowiem Ci parę ciekawych historii o pozostałych Krainach. W końcu kto może mieć ode mnie większą wiedzę ? Przeczytałam niezliczoną liczbę książek o historii Królestwa, widziałam wiele obrazów, no i napisałam prawie 100 książek. A moje czytelniczki nie raz mówiły mi, że moje opisy Krain odzwierciedlają prawie dokładnie rzeczywistość.
- No tak babciu… ale Ty jednak nigdy nie wyjechałaś dalej niż do nas do Krainy Cytrynu. – zaczął niepewnym tonem Cytkar - może nie wszystkie historie, które przeczytałaś są prawdziwe. W końcu jak sama mówiłaś literatura sprzyja tworzeniu fikcji.
- Ale to przecież nie ma najmniejszego znaczenia – powiedziała lekko podenerwowana – żeby wiedzieć coś o świecie nie trzeba wszystkiego przeżyć i zobaczyć na własne oczy. Gdy kilka lat temu zaczęłam prenumerować „Królestwo – na tropie prawdy” dowiedziałam się wielu rzeczy, o których Ty młody człowieku pewnie nawet nie śniłeś. Po naszej planecie chodzą stwory o jakich nie przeczytasz w podręczniku biologii. Są one tak straszne i tak potężne, że ludzie wolą zataić przed nami - zwykłymi śmiertelnikami prawdę.
- „Królestwo – na tropie prawdy” ? Babciu przecież do tej gazety może napisać każdy. Oni płacą ludziom za nadsyłanie przerażających historii. Kilka razy miałem to pismo w rękach i zapewniam Cię, że większość historii jest najnormalniej w świecie zmyślona przez dzieciaki, które chciały sobie trochę zarobić.
Twarz Olkarii z każdym słowem wnuka stawała się coraz bardziej czerwona.
- Bzdury opowiadasz chłopcze ! – krzyknęła w końcu. - Tam nie pisują żadne dzieci, a ludzie którzy naprawdę spotkali się oko w oko ze śmiercią. Wszystkie artykuły mają dodatkową adnotację od specjalisty. I publikują tylko te historię, które wydarzyły się naprawdę. To przeciwnicy prawdy i konkurencja „Królestwa”  próbują zatruć Twój umysł tymi plotkami.
            Cytkar uświadomił sobie, że wszedł na niebezpieczny grunt i lepiej się dalej z babcią nie sprzeczać. Paru jego kolegów regularnie wysyłało do tego pisma swoje wyssane z palca opowiastki o dziwacznych stworach, żeby zebrać trochę kasy. Jeden wybitnie uzdolniony plastycznie dołączał nawet swoje rysunki, żeby uwiarygodnić nimi swoje relacje. Widząc jednak czerwoną ze złości twarz babci postanowił te wiadomości zostawić dla siebie.
- Pewnie masz rację. W sumie może faktycznie to pismo nie jest takie złe.
- Pewnie, że mam – pewny głosem odpowiedziała, a na jej twarzy pojawił się znów delikatny uśmiech. – Mam już 74 lata i jak mówię, że stwory istnieją, a paszteciki najlepiej smakują z orzechowym kremem to tak jest w istocie. W końcu sporo przeżyłam, wiele widziałam i zawsze mam rację. A teraz lepiej powiedz mi czy ułożyłeś już plan swojej wyprawy ?
- Myślę, że z Krainy Karneolu wyruszę prosto do Krainy Turkusu, później zwiedzę Krainę Jaspisu Czerwonego i ruszę w górę zaczynając od Krainy Labradorytu, aż dotrę do Krainy Ametystu.
- Ach tak… - babcia westchnęła ciężko i przez dłuższą chwilę milczała z wzrokiem utkwionym w swojej filiżance. Wyglądała tak, jakby układała sobie w głowie myśli. W końcu powiedziała – tyle niebezpieczeństw i tak mało czasu by Ci je wszystkie przedstawić. Sama nie wiem od czego powinnam zacząć... Może od omówienia historii Griniwii i Szarowita? – w jej oczach pojawił się błysk. Ten, który zawsze zapowiadał to samo. Babcia zamierzała mu po raz kolejny streścić swoją najsłynniejszą sagę. - W końcu oni przemierzyli większość Krain i przyszło im się zmierzyć z wieloma, naprawdę wieloma przeciwnościami losu. Nie wiem czy Ci już o tym mówiłam mój drogi, ale saga „Potęga Miłości” składająca się z 15 tomów przez wiele, wiele tygodni znajdowała się na liście bestsellerów. A zatem od początku… Griniwia urodziła się w niezbyt zamożnej rodzinie w Krainie Malachitu. Jej ojciec, który był uzdrowicielem od małego uczył ją wytwarzania magicznych mikstur…
I gdy babcia z każdą minutą rozpędzała się opowiadając dobrze mu już znaną historię Cytkar po raz trzeci i ostatni tego dnia postanowił użyć bransoletki. Ściskając delikatnie liście monetowca w myślach powtarzał sobie: chce usłyszeć historię, która będzie dla mnie inspirująca. Minęło jakieś 20 minut i Olkaria oznajmiła, że czas wyjąć ciasto z piekarnika. Wyszła do kuchni i w kilka chwil później w całym domu rozniósł się słodki zapach wanilii. Babcia wróciła po chwili z pięknie przyrumienionym ciastem, talerzami z motywem czerwonych kwiatów i sztućcami. Postawiła je przed wnukiem i powiedziała by nałożył sobie kawałek na talerz. Cytkar ukroił sobie dużą porcję i już miał się zabierać do jedzenia, gdy nagle usłyszał:
- A wiesz mój drogi chłopcze, że właśnie szykuje materiały do kolejnego, szesnastego już tomu o Szarowicie i Griniwii. Tym razem Griniwia zostanie otruta przez zakochanego w niej bez wzajemności Malwita i Szarowit będzie musiał odnaleźć magiczne przejście do Krainy Kryształu Górskiego, gdyż tylko tam rosną Kryształowe Bukwice – drzewa z których liści można przygotować napar uzdrawiający.
-  Kraina Kryształu Górskiego ? – na twarzy młodzieńca pojawiało się zdziwienie – przecież na mapie nie ma takiej krainy.  
- Oczywiście, że na mapie jej nie ma – odpowiedziała spokojnym głosem Olkaria – Za czasów gdy ja chodziłam do szkoły w książkach do historii i geografii można było jeszcze  przeczytać o Krainie Kryształu Górskiego i jej mieszkańcach. Z czasem jednak było coraz mniej osób, które mogłyby potwierdzić istnienie tej Krainy i w końcu usunięto ją z map, a wszelkie historie o ludzie Kryształowym uznano za zwykłe bajki. Jutro zamierzam wybrać się do Karneolowego Grodu z dziadkiem Karnaliuszem. Chcę odwiedzić Bibliotekę, by odnaleźć informacje na ten temat. Zbieranie materiałów do powieści to niezwykle pracochłonne zajęcie, ale jeśli chce się być poważanym pisarzem trzeba się czasem poświęcić.
Na twarzy Cytkara pojawił się uśmiech gdy tylko usłyszał te słowa. Wiedział już co powinien zrobić.
-  A czy ja mógłbym jechać tam z Wami? Skoro taka Kraina istnieje to ja chce ją odnaleźć. A przynajmniej zamierzam spróbować. Może w Bibliotece znajdę jakieś książki, które mi w tym pomogą – zapytał niepewnym głosem.
- Jeżeli masz ochotę to oczywiście, że Cię zabierzemy – powiedziała z lekkim zdziwieniem babcia – Wreszcie będziesz miał okazję zobaczyć w publicznym miejscu jak ważną jestem osobą w świecie współczesnej literatury. Moje powieści zajmują aż dwie półki w Bibliotece. Są doskonale wyeksponowane i każda opatrzona jest moim autografem. Aż dziw bierze, że ludzie ich nie kradną… - westchnęła rozmarzona, a w jej oczach znów widać było błysk.
         Cytkara jednak nie interesowały babcine księgi opatrzone jej własnoręcznymi podpisami. Na półkach w jej domu stało przecież po kilka egzemplarzy każdej książki, którą napisała. Babcia rozdawała je jako prezenty rodzinie oraz bliższym i dalszym znajomym. A w szklanej gablocie w rogu salonu wyeksponowane były niczym najdroższe relikwie tomy „Potęgi Miłości”. On chciał dowiedzieć się czegoś więcej o Krainie Kryształu Górskiego.  

0 komentarze:

Prześlij komentarz

 
;