Rozdział II

- Matko odchodzę – powiedział pewnym głosem młodzieniec o krótkich, lekko kręconych włosach w kolorze jaskrawo-pomarańczowym patrząc głęboko w żółte oczy swojej matki.
- Tak ? A dokąd tym razem Cytkarze ? – zapytała z lekką drwiną w głosie niewysoka, puszysta kobieta o krótkich, ciemnożółtych włosach - Dwa tygodnie temu wybierałeś się do Krainy Kwarcu Różowego, bo marzyła Ci się kariera cukiernika. Trzy tygodnie temu natomiast mówiłeś o podróży do Krainy Malachitu, by zdobyć wiedzę z zakresu uprawy zbóż. Miesiąc temu chciałeś zostać szalonym wynalazcą jakich pełno w Krainie Labradorytu, a jeszcze wcześniej mnichem medytującym na Ametystowej Górze. Nie muszę chyba dodawać, że żadna z tych podróży się nie odbyła…
Chłopak nie zrażając się słowami matki odpowiedział:  
- Chcę się udać do Krainy Czerwonego Jaspisu. Tyle się nasłuchałem o niezwykłych kobietach z tamtego regionu, że postanowiłem właśnie tam rozejrzeć się za moją przyszłą żoną. No i może jeszcze przy okazji sprawdzę skuteczność kilku zaklęć przyciągających dostatek. W końcu to Kraina Uciech i Hazardu – Cytkar rozpromienił się wypowiadając te ostatnie słowa.
- Mam nadzieje, że to tylko Twój kolejny, głupi żart - odpowiedziała Cytrynia wygrażając chłopakowi przed twarzą swoim pulchnym palcem wskazującym - Wiesz dobrze, że w Krainie Jaspisu kobiety o czerwonych włosach i krągłych kształtach mamią mężczyzn silnymi eliksirami. Jak wpadniesz w sidła którejś z nich to już nigdy nie wrócisz… i kto przejmę zakład po ojcu? On przecież tak na Ciebie liczy.



- Szkoda, że nie widziałaś teraz swojej miny mamo – Cytkar zanosił się od śmiechu – możesz odetchnąć z ulgą. Nie zamierzam jeszcze szukać żony. Wiem, że nie podobał Ci się mój pomysł z farbami do włosów, ale to coś nowego i zaskakującego. Udało mi się sprzedać prawie wszystkie farby jakie do tej pory stworzyłem, mam więc podstawy by twierdzić, że to dobry biznes.  Zamierzam więc wyruszyć w świat, by sprawdzić rynek, zdobyć nowe składniki potrzebne do stworzenia innych kolorów i dorobić się fortuny nim ktoś mnie uprzedzi! - oczy zalśniły mu na samą myśl o tym wielkim bogactwie, które już niedługo zdobędzie – W trakcie tej podróży pozawieram kontakty handlowe, zorientuje się także w cenach kamieni i kolorowego szkła. A gdy wrócę za jakiś czas pomogę w  zakładzie ojca, sprowadzę ekskluzywne półfabrykaty z wszystkich krain i stworzymy najpiękniejsze mandale jakie widział świat. Za jednym zamachem porządnie rozkręcimy dwie firmy.
- Farby do włosów? – w głosie jego matki znów słychać było drwinę - Przestałbyś się wreszcie zajmować takimi głupotami. Po co to komu ? Wiesz do czego by doprowadził ten Twój wynalazek rozpowszechniony na większą skalę? – kobieta mówiła coraz głośniej -   Do tego, że idioci i oszuści podawaliby się za znawców i osoby doświadczone w dziedzinach o których nie mają pojęcia. I jeszcze firmowałbyś je naszym nazwiskiem ! Co to, to nie Cytkarze! Nigdy Ci na to nie pozwolę.
- Mamo sama zawsze mówiłaś, że podobają Ci się brązowe włosy, bo są takie niespotykane. Nikt nie nabierze się przecież na to, że włosy pokryte farbą są naturalne. Sama widziałaś, że żółta farba którą stworzyłem miała inny odcień niż ten naturalny. Nikt nie jest tak naiwny, by się nabrać na taki numer – Cytkar doskonale znał swoją matkę i wiedział jak ją podejść. – Ty byś się przecież na to nie nabrała, prawda ?
- Oczywiście, że nie – odpowiedziała szybko kobieta, a na jej policzkach pokazał się lekki rumieniec.
- Farby służyłyby głównie kobietom, które raz na jakiś czas chciałyby się jakoś wyróżnić. Przecież wiesz, że krótko utrzymują się na włosach. Dzięki nim mogłabyś wreszcie zobaczyć czy brąz faktycznie podkreśli kolor Twoich oczu, a czerwień rumiane policzki.
Teraz to kobieta się rozmarzyła.
- W sumie może to jest i dobry pomysł. Ciotka Jelonia ciągle powtarza, że chciałaby mieć zielone włosy, a babka Cytia zawsze twierdziła, że z różowymi wyglądałaby dużo młodziej.
- No i sama widzisz. Wy kobiety przecież kochacie dokonywać zmian w wyglądzie. Mogłabyś dobierać sobie odcień włosów pod kolor bluzek albo swoich sukienek. No i wszystkie kobiety by Ci zazdrościły, że to właśnie Twój syn stworzył ten genialny wynalazek. A za zarobione pieniądze mogłabyś sobie wreszcie sprowadzić kilka nowych ametystowych naszyjników, albo kolczyki z malachitem o których marzysz od tylu lat. – gdy wypowiedział te ostatnie słowa wiedział już, że matka nie dość, że nie zabroni mu wyruszyć w podróż to z pewnością da mu nawet swoje błogosławieństwo - W przeciwieństwie do moich poprzednich pomysłów uważam, że ten naprawdę jest dobry i zamierzam go zrealizować. W końcu dzisiejszej nocy był podwójny nów. A jak sama doskonale wiesz to najlepszy czas na to by zacząć na poważnie myśleć o biznesie.
- Masz rację – przyznała Cytrynia, a na jej twarzy pojawił się tajemniczy uśmiech. – poczekaj tu chwilę. Muszę tylko coś znaleźć – i szybkim krokiem ruszyła do pokoju w którym trzymała pamiątki rodzinne.
Pozwól Drogi Czytelniku, że ja ten moment wykorzystam na wyjaśnienie Ci kilku spraw. W Krainie Cytrynu ludzie przywiązywali od zawsze wielką wagę do dóbr materialnych. Uwielbiali pokazywać innym ludziom swoje bogactwa i godzinami mogli chwalić się przedmiotami sprowadzanymi z dalekich krain opowiadając o nich historie jakich by się nie powstydził niejeden pisarz. W ich ustach zwykły kamień sprowadzony z innej krainy, był tym najwspanialszym, wybranym przez najznakomitszego znawcę i w przeciwieństwie do innych kamieni ten ich zawsze miał niebywałą moc, której oczywiście nie mogli zademonstrować, bo gdyby raz wypowiedzieli zaklęcie nie dałoby się  go już cofnąć. Miał też  intensywniejszy kolor i w przeciwieństwie do innych ten jeden jedyny pachniał różami, czekoladą albo miętą w zależności od upodobań zapachowych swojego nowego właściciela. Z tym, że w momencie prezentacji zazwyczaj nie było tego zapachu czuć, bo kamień uwalniał swoje wonie w samym środku nocy, albo w godzinach rannych. Nikt tak jak mieszkańcy Krainy Cytrynu nie potrafił tworzyć na poczekaniu historii przedmiotów. A ci najbardziej wytrawni kolekcjonerzy potrafili w swoich opowieściach w magiczny artefakt zamieniać nawet papier toaletowy wiszący w ich łazienkach. Co więcej oni sami naprawdę wierzyli w stworzone przez siebie  historie.
            W żyłach Cytkara jak się zapewne już domyśliłeś płynęła krew dwóch ludów: Cytrynowego i Karneolowego. Jego matka pochodziła z szanowanej rodziny jubilerów z Krainy Cytrynu, stąd też wielką miała słabość do wszelkiego rodzaju biżuterii. Ojciec natomiast był podrzędnym artystą - wytwórcą mandali z Krainy Karneolu. I choć podobnie jak syn zawsze marzył o wielkich podróżach nigdy w żadną się nie udał, bo za bardzo przerażała go samotna tułaczka i noce które musiałby spędzić pod gołym niebem.
Matka Cytkara właśnie wróciła z pokoju z małym pudełeczkiem, a to oznacza , że już czas wrócić do rozmowy, której świadkami przed chwilą byliśmy.
- Mam tu coś dla Ciebie – powiedziała Cytrynia i wyciągnęła z pudełeczka bransoletkę wykonaną z liści Monetowca. – tą bransoletkę stworzył Twój pra pra pra dziadek Jeloniusz. Jak wiesz był on nie tylko niezwykle utalentowanym jubilerem, ale także najwyższej klasy magiem specjalizującym się w magii dostatku. Dziś nie spotkasz w naszej krainie już człowieka o takiej wiedzy i zdolnościach. Wszyscy skupiają się na najprostszych zaklęciach i nikomu nie chce się zgłębiać tych bardziej skomplikowanych do których użyć trzeba przedmiotów sprowadzonych z całego królestwa – kobieta ściskała coraz mocniej w dłoniach magiczną bransoletkę i kontynuowała swoją opowieść -  Noszenie tej bransoletki pomaga w realizacji wszystkich planów i przyciąga do właściciela odpowiednich ludzi i szczęśliwe zbiegi okoliczności. Oczywiście jeżeli korzysta się z niej we właściwy sposób. Weź ją i pamiętaj by używając jej zawsze myśleć o tym czego pragniesz albo potrzebujesz. Jeśli bowiem zaczniesz skupiać się na rzeczach, których dostać nie chcesz, albo których się boisz to właśnie one się pojawią na Twojej drodze. Ta bransoletka sprawia, że myśli jej właściciela materializują się kilkaset razy szybciej niż bez jej użycia. Jeloniusz był niezwykle mądrym człowiekiem i uważał, że to co przychodzi za łatwo nie przynosi ani satysfakcji ani spełnienia. Bransoletka spełnia więc tylko trzy życzenia dziennie i nie da się przy jej pomocy wyczarować skrzyni pełnej złotych monet albo wygrać fortuny w karty. Może natomiast spowodować, że przypadkiem pojawisz się w odpowiednim miejscu i czasie by zdobyć potrzebną Ci wiedzę, albo jakiś brakujący składnik do stworzenia nowego eliksiru. Podobno spełnia też drobne marzenia niekoniecznie związane z bogactwem, ale Twojemu ojcu nie udało się nawet w tym celu jej użyć.
- Jak mogłaś przez tyle lat ukrywać przed nami takie cudo? – powiedział lekko rozgniewany Cytkar – przecież dzięki niej już dawno mogliśmy zdobyć wielką fortunę.
- Tą bransoletkę może nosić jedynie mężczyzna. Zaraz po ślubie dałam ją Twojemu ojcu licząc na to, że dzięki niej staniemy się naprawdę bogaci. W końcu właśnie z jej pomocą mój ojciec dorobił się całkiem pokaźnego majątku. Wiesz jednak jaki jest Twój ojciec – powiedziała, że smutkiem kobieta – jak tylko ją założył wszystko zaczęło się psuć. Sprzedaż jego mandali diametralnie spadła, inni wytwórcy zaczęli podkradać jego pomysły, a na koniec ktoś ukradł z jego zakładu kilka niezwykle cennych barwników. Nie mogłam dłużej patrzeć jak przez tą bransoletkę popadamy w ruinę. Którejś nocy schowałam ją więc w bezpieczne miejsce, a jemu powiedziałam, że najwyraźniej gdzieś zaginęła, ale żeby się tym nie przejmował, bo najpewniej straciła już całą swoją moc. Chodził jakiś czas załamany tym, że zgubił tak cenną dla mnie pamiątkę rodzinną, ale w końcu jakoś doszedł do siebie. Myślę, że nawet mu trochę ulżyło, że nie musiał jej już dłużej nosić. Sprzedaż mandali poszła trochę w górę, ale jego projekty nie zachwycały już tak jak kiedyś - kobieta westchnęła ciężko i dodała - Lud Cytrynowy zna potęgę myśli. Zawsze skupiamy się więc na tym czego naprawdę pragniemy. Jeżeli naprawdę nam na czymś zależy układamy w głowie plan, który później skrupulatnie staramy się zrealizować. Dlatego naszą Krainę niektórzy nazywają Krainą Dostatku. W Krainie Karneolu ludzie oddają się marzeniom, ale przeraża ich realizacja tych fantazji. Zapisują je więc na stronicach ksiąg, albo malują na płótnach. Tworzą sobie namiastki, które dają im poczucie spełnienia. Powinnam była o tym pomyśleć nim założyłam Twojemu ojcu na nadgarstek tą bransoletkę. Ty Cytkarze, jesteś wychowywany od urodzenia w Krainie Cytrynu myślę więc, że będziesz wiedział  jak korzystać z mocy tego przedmiotu. W końcu nie raz pokazywałeś nam, że gdy naprawdę czegoś chcesz jesteś gotowy zrobić wiele by uzyskać zamierzony efekt. Gdyby chodziło tylko o farby do włosów nie zgodziłabym się, byś wyruszył w drogę. Jeżeli jednak naprawdę chcesz pomóc ojcu nie pozostaje mi nic innego jak dać Ci moje błogosławieństwo i zrobić wszystko, by ułatwić Ci tą podróż – kobieta ucałowała w czoło swojego syna i podała mu bransoletkę  – Jestem to winna Twojemu ojcu – wyszeptała cicho bardziej do siebie niż Cytkara.
            Chłopak nie spodziewał się, że dostanie od swojej matki tak niesamowity prezent. To tylko utwierdziło go w przekonaniu, że jego pomysł jest naprawdę dobry i nie zwlekając ani chwili dłużej wziął swój ulubiony plecak i zaczął pakować najpotrzebniejsze rzeczy.

0 komentarze:

Prześlij komentarz

 
;